Jump to content
Argentus.pl - Forum Serwera

Oficjalny start Argentus S2

19.04.2019  Godzina 18:00

Strona | Rejestracja | Prezentacja | Klient

 

Vendetta37

Użytkownik
  • Content Count

    178
  • Wpisy

    0
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    47

Vendetta37 last won the day on November 2 2018

Vendetta37 had the most liked content!

About Vendetta37

  • Rank
    Adept
  • Birthday 02/25/1978

Profile Information

  • Królestwo
    Chunjo
  • Płeć
    Brak

Recent Profile Visitors

1886 profile views
  1. Witam . Postanowiłem po dłuższym czasie wrócić na server i zastanawiam się czy może by reaktywować Gazetkę.
  2. Witajcie Miśki .Mam problem z clietem Argentus.A mianowicie do rzecze.Pobrałem clienta ze strony http://argentus.pl/ Rozpakowałem i spachowałem. wszedłem na stronę Argentus i aktywowałem zabezpieczenia,I tu jest pies pogrzebany Aktywowałem konta ale przy wchodzeniu do gry pisze bym podał kod zabezpieczający.przy wysyłaniu na konto nic mi nie przychodzi z kodem a jedynie ze konto aktywne.
  3. Nr44 14.02.2016 cena 2500 SM/150Euro Witajcie drodzy gracze oraz forumowicze.Wreszcie doczekaliśmy się Świętego Walentego,czyli dnia zakochanych.Dla nas facetów to spory wydatek i 1000 razy mówienia w tym dniu kocham ciebie.Myślę ze 80% z was to nie posiada jeszcze drugiej połówki,na to przyjdzie jeszcze czas(Odpoczywajcie i wdychajcie tej wolności całymi płucami) Na dzień dzisiejszy przygotowałem trochę zagadek jak i humoru.No to wiec zapraszam. 14 lutego przypada święto budzące co roku entuzjazm i kontrowersje. Jedni z radością świętują, inni żarliwie krytykują, jeszcze inni – ostentacyjnie ignorują, słowem – mało kto jest wobec niego obojętny. Oczywiście – chodzi o Walentynki, czyli święto zakochanych... Kolorowe, jaskrawe, pełne przeróżnych serduszek, ozdób i gadżetów oraz atakujące zewsząd niepoprawnie napisaną datą "14 luty" święto przyszło do nas, jak to się mawia, "zza oceanu", choć tak naprawdę było już wcześniej obecne w Europie. Dokładniej – w południowej i zachodniej Europie obchodzone było już od średniowiecza. Europa północna i wschodnia, w tym Polska, dołączyła do grona świętujących 14 lutego krajów dużo później. Walentynki (ang. Valentine's Day) to coroczne święto zakochanych przypadające 14 lutego. Jego nazwa pochodzi od imienia św. Walentego; 14 lutego ma on swoje święto w Kościele Katolickim. Mimo że patron święta jest katolicki, rodowód Walentynek (jak w przypadku wielu kościelnych świąt) wywodzi się od zwyczajów pogańskich – w tym wypadku ze starorzymskiego święta: Luperkalia*, które przypadało w zbliżonym terminie. Obchody Luperkaliów polegały głównie na poszukiwaniu wybranki serca np. przez losowanie jej imienia ze specjalnej urny. Chociaż współczesne święto zakochanych nie ma bezpośredniego związku z Luperkaliami, to jednak jest nadal kojarzone z takimi postaciami z mitologii jak Kupidyn, Eros, Pan czy Juno Februata. Jednym z symboli walentynek jest pochodzący ze starożytnego Rzymu Kupidyn (Amor); oba imione tego bóstwa pochodzą z łaciny: Cupido oznacza ‘pragnienie’, ‘pożądanie’, Amor zaś ‘miłość’). W mitologii rzymskiej był to bóg i uosobienie miłości, syn bogini Wenus (Wenery) i boga Marsa, utożsamiany z greckim bogiem Erosem. W sztuce przedstawiany jest jako młody mężczyzna lub nagi chłopiec ze skrzydłami u ramion, z łukiem i kołczanem pełnym strzał (na grafice powyżej: Kupidyn, fragment obrazu Porwanie Heleny, Guido Reniego). Ciekawostką jest, że 14 lutego ma także dużo poważniejszy wydźwięk - jest również dniem chorych na epilepsję. Wynika to z faktu, że św. Walenty jest jednocześnie patronem zakochanych, epileptyków i... chorych psychicznie. Dziś można to odbierać ako "nieco" mroczny żart. Współczesnym zwyczajem walentynkowym jest przede wszystkim wysyłanie listów z miłosnymi wyznaniami do ukochanej osoby – często wierszem i anonimowo. Na Zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, dzień 14 lutego stał się więc okazją do obdarowywania się drobnymi upominkami. Walentynki obchodzą bowiem także protestanci, mimo że nie czczą świętych na wzór katolicki. Brytyjczycy wręcz uważają to święto za własne z uwagi na fakt, że rozsławił je na cały świat sir Walter Scott żyjący w XVIII wieku. Do Polski Walentynki trafiły w latach 90’ XX wieku z kultury francuskiej i krajów anglosaskich, a także wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Można powiedzieć, że z chwilą pojawienia się w Polsce zaczęło konkurować o miano tzw. święta zakochanych z rodzimym świętem słowiańskim (o pogańskim rodowodzie) zwanym Nocą Kupały lub Sobótką, a obchodzonym w nocy z dnia 21 na 22 czerwca. W Polsce stałym niemalże elementem walentynek jest wzajemnie wręczanie sobie walentynkowych ozdobnych karteczek. Czerwone, najczęściej w kształcie serca, opatrzone wierszykiem a często i miłosnym wyznaniem. Ze świętem łączy się również zwyczaj obdarowywania partnera walentynkowymi upominkami w postaci kwiatów, słodyczy, pluszowych maskotek czy nawet bardziej osobistych elementów garderoby. Walentynki przyjęły się u nas dość łatwo, zyskały popularność, szybko też stały się obiektem krytyki. Część z nas uważa je za przejaw amerykanizacji, obcy polskiej kulturze i wypierający rodzime tradycje. Walentynki są też krytykowane za ich komercyjne i konsumpcjonistyczne wykorzystanie - biznes i media posługują się nimi, by przełamać stagnację handlową pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą i zwiększyć wyniki sprzedaży. Wiele osób wskazuje także na fakt, że ozdoby walentynkowe często są w nienajlepszym guście, a nierzadko wręcz bywają kwintesencją kiczu. Jest jeszcze inny aspekt krytyki Walentynek - dla osób, które nie pozostają w związkach, tzw. singli (szczególnie określających się jako quirkyalone, czyli samotnych z wyboru) walentynki mają charakter opresyjny, związany z "tyranią bycia w związku" i piętnujący osoby żyjące w pojedynkę. Z tego powodu 14 lutego został uznany przez społeczność quirkyalone za International Quirkyalone Day, mający być w zamierzeniu antywalentynkami. Jaki z tego morał? Są Walentynki, każdy może je świętować (lub ich nie świętować) na sposób, jaki mu akurat pasuje. Jak w każdej sytuacji – warto zachować zdrowy rozsądek, choć z tym akurat zakochanym może być nieco trudniej... Mam nadzieje ze nie zanudziłem was. Zapraszam na filmik pod tytułem. Z innej beczki.Czyli Na wesoło... Policjant pyta staruszkę: - Wiek? - 86 lat. - Czy mogłaby pani opowiedzieć swoimi słowami, co tu się właściwie wydarzyło? - Siedziałam na ławce na tarasie przed domem, podziwiając ciepły wiosenny wieczór, kiedy przyszedł ten młodzieniec i usiadł obok mnie. - Znała go pani? - Nie, ale był przyjaźnie nastawiony. - Co stało się po tym, jak usiadł obok pani? - Zaczął pocierać moje udo. - Czy powstrzymała go pani? - Nie. - Dlaczego? - Bo odczuwałam przyjemność. Nikt nie robił tego od czasu, kiedy mój mąż odszedł z tego świata 30 lat temu. - Co stało się potem? - Zaczął pieścić moje piersi. - Czy próbowała go pani powstrzymać? - Nie. - Dlaczego? - Mój Boże, dlaczego? Było mi tak dobrze, czułam że naprawdę żyję. Od lat tak sie nie czułam! - Co stało się później? - Cóż, rozpalił mnie do czerwoności, więc rozłożyłam nogi i zawołałam: "Bierz mnie, chłopcze, bierz mnie!" - I co? Zrobił to? - Nie, do diabla! Zawołał "Prima Aprilis!". I wtedy zastrzeliłam [ciach]... Przychodzi baba do lekarza i mówi: - Ugryzły mnie dwa psy. - A szczepione były? - Tak, [ciach]... Środek nocy, z baru wychodzi nawalony facet i chce iść do domu, jednak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Pod barem stoi jedna taksówka, więc facet sprawdza swój portfel i wylicza że ma 15zł. Podchodzi więc do taksówkarza i pyta: -Panie ile za kurs na Sienkiewicza? -O tej porze to 20. -A za 15 nie da rady? -Za 15 nie opłaca mi się silnika odpalać. -Panie niech Pan się zlituje, późno jest, zimno, ja jestem wcięty, do domu daleko. -Facet spadaj i nie zawracaj mi głowy. Więc nie było wyjścia facet poszedł na pieszo do domu. Następnego dnia idzie ten sam facet ulicą i widzi długą kolejkę taksówek a na samym końcu kolejki stoi ten niemiły taksówkarz. Facet podchodzi więc do pierwszej taksówki i mówi: - Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł. - mówi taksiarz. Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda. - Spadaj zboku bo zaraz ci dowale. Facet podchodzi do 2 taksówki: Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł. - mówi taksiarz. - Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda. - Spadaj zboku bo nie ręcze za siebie. Facet podchodził do każdej taksówki i sytuacja powtarzała się. Podchodzi do ostatniej taksówki - tej spod baru - i mówi do kierowcy: - Ile za kurs na Sienkiewicza? - 20zł. - mówi taksówkarz. - Ja dam panu 50zł za kurs ale pod warunkiem że ruszy pan powoli i pomacha do wszystkich swoich kolegów taksówkarzy. Kiedy twarz kobiety wygląda jak kwiat słonecznika? Kiedy ma nasienie na twarzy. - Dzień dobry, jest Marysia? - Dzień dobry. Słyszałem, że zabierasz moją córkę na walentynkową randkę. - Tak, proszę pana. - Gdzie zamierzasz ją wziąć? - W moim aucie. Rozmowa na pierwszej randce: - Masz jakieś nałogi? - Nie - A jakieś hobby? - Lubię roślinki - A jakie? - Chmiel, tytoń, konopie Idzie facet przez las i widzi zziębniętą sierotkę. Pyta: - Zimno ci? - Tak. - A może głodna jesteś? - No tak. - To może chcesz na pączka? - A jak to jest na pączka? - Widzisz? To fifka, która była pod twoją szafą! Kiedy ty w końcu skończysz z narkotykami?! - Jakie narkotyki??? Uwierz mi, od kiedy ciebie poznałem zmieniłem się, zerwałem ze swoją przeszłością, jesteś jedyną, którą kocham. - Synu! To ja - twój ojciec! Przychodzi pijany chłop do domu. Zamknął drzwi i na całe gardło z progu krzyczy: - Przyszedłeeeeeemm! Ostrym ruchem nogi, zrzuca lewego buta, ten ulatuje w koniec korytarza, potem, zrzuca prawego, który zostawiwszy na suficie ślad podeszwy, pada na podłogę. Silnie klnąc pod nosem, i czepiając się rękoma ścian, przechodzi do kuchni,gdzie wywraca stół, taborety i rozbija naczynia. - Kuurrrwa przyszedłemmmm! Następnie, przechodzi do pokoju, zrzuca z półek wszystkie książki, wywraca telewizor, bije kryształową wazę. I znowu na całe gardło: - W domuu jestemmm! Przechodzi do sypialni, zrywa z łóżka prześcieradło, rzuca je na podłogę i depcze nogami. - Przyszedłeeemm... W domuuu jeestemmm! Nareszcie opadłszy z sił, pada plecami na łóżko i wzdycha: - [ciach] być kawalerem... Dwóch gejów w stałym związku od lat. Spacerują po mieście (dworze, polu, podwórku). - Ale mnie ochota wzięła, chodźmy gdzieś w bramę - mówi jeden. - No co ty? W mieście? No ale dobra, misiu, dla Ciebie wszystko. Schowali się w bramie i jeden drugiemu wsadził w tyłek palec. Chwilę później sytuacja się powtarza: - Ale mnie ochota wzięła, chodźmy gdzieś w bramę... Tylko tym razem wsadź całą dłoń. - No co ty? W mieście? No ale dobra, misiu, dla Ciebie wszystko. Schowali się w bramie i jeden drugiemu wsadził w tyłek dłoń. Mija kolejna chwila i wraca ochota: - Ale mnie wzięło na maksa, chodźmy gdzieś w bramę... Tylko tym razem wsadź mi rękę po sam łokieć, ok? - No co ty? W mieście? No ale dobra, misiu, dla Ciebie wszystko. Schowali się w bramie, wsadza facet rękę po łokieć w tyłek i po chwili czuje pod palcami coś twardego. Wyciąga, wyciera, patrzy - złoty zegarek... Odzywa się ten drugi. - Sto lat, sto lat ... Para zakochanych siedzi w parku, całują się, rozmawiają. Nagle dziewczyna mówi: - Kochanie, boli mnie rączka. Chłopak całuje ją w rękę. - A teraz? - pyta chłopak. - Teraz nie, ale zaczął mnie boleć policzek! Chłopak całuje. - A teraz? - Hi, hi! Teraz nie, ale zaczęły mnie boleć usta. Chłopak całuje ją w usta. Na to staruszek siedzący niedaleko na ławce: - Przepraszam, a czy hemoroidy też pan leczy? Żona wróciła wcześniej do domu i zastała męża w łóżku z piękną, młodą, seksowną dziewczyną. - Ty niewierna świnio - krzyczy na całe mieszkanie. - Jak śmiesz to robić mi, matce twoich dzieci?! Wychodzę, chcę rozwodu! Mąż woła za nią: - Poczekaj chwilkę, wyjaśnię ci jak to było... - Nie wiem w sumie na co mam czekać, ale to będzie ostatnia rzecz jaką od ciebie słyszę, streszczaj się. - Jadąc do domu z pracy zobaczyłem jak ta młoda dama łapie stopa, zlitowałem się i zabrałem. Już w samochodzie zauważyłem, że jest chuda, obskurnie ubrana i brudna. Wyznała mi, że nie jadła od trzech dni. Wzruszyłem się, więc przywiozłem ją do domu i dałem twoją wczorajszą kolację, której nie zjadłaś bo się odchudzasz. Biedaczka pochłonęła ją w dosłownie dwie minuty. Popatrzyłem na jej ubrudzoną twarz i zapytałem, czy nie chce się wykąpać. Gdy brała prysznic zauważyłem, że jej ubrania też są brudne i jest w nich pełno dziur, więc dałem jej twoje jeansy, których nie nosisz od kilku lat, bo w nie nie wchodzisz. Dałem jej twoją koszulkę, którą kupiłem ci na imieniny, ale ty jej nie nosisz, bo twierdzisz, że "nie mam dobrego gustu". Dałem jej też sweter, który dostałaś od mojej siostry na święta a ty go nie nosisz tylko dlatego żeby ją denerwować. Do kompletu dorzuciłem jeszcze buty, które kupiłem ci w drogim sklepie a ty ich nie nosisz od czasu jak zauważyłaś, że twoja przyjaciółka ma takie same. Była mi tak bardzo wdzięczna, że kiedy odprowadzałem ją do drzwi zapytała się ze łzami w oczach: "ma pan jeszcze coś, czego żona nie używa?" Wpada koleś do burdelu i mówi. - co mogę dostać za 5 zł burdelmama się zastanawia i zastanawia i mówi - hmm za 5 zł to mogę co najwyżej nasikać do talerza - o to poproszę Po co kobietom czoło? Do ubijania kotletów. Wchodzi kobieta do autobusu i od razu siada na miejscu dla inwalidów, wszyscy pasażerowie oburzeni pytają się czemu zajmuje to miejsce skoro wygląda na całkiem zdrową. Na co kobieta odpowiada że nie dawno zmarł jej mąż. - No dobrze - mówi jeden z pasażerów - bardzo mi przykro, ale jakie to ma znaczenie? - A bo wie pan… bez [ciach] to jak bez ręki. Wpada facet do burdelu. Włos zmierzwiony, wzrok cichy. Od progu wrzeszczy: - Ej, ja chcę tak jak jeszcze nikt nie chciał. Dziewczyny spłoszone chowają się po kątach. Szefowa przybytku myśli: - Kurcze, dziewczyny się boją, wiadomo jaki to facet? Honor ratować muszę... Chodź, pan ze mną na górę. Pozostałe panienki podsłuchują pod drzwiami. Nagle słychać: - Nie chcę tak, zboczeńcu, nigdy przenigdy, won mi stąd chamie... Nie chcę! Nie chcę! Dziewczyny przerażone, przecież mamuśka taka doświadczona, co on jej chce robić? Za chwilę wypada facet przez drzwi. Panienki wchodzą do pokoju, na łóżku roztrzęsiona szefowa. - Szefowo, no jak on chciał, no jak? - Pieprzony, na kredyt chciał... Ps:Mam nadzieje ze spodobał się wam Czterdziesty Czwarty numer gazetki... Skromny + motywuje mnie do dalszej pracy... Artykuły na gazetkę Argentus zostały zaczerpnięte z internetu...
  4. http://forum.la.pl/index.php?/topic/1621-nowe-mapy-i-nie-tylko/ yyyy tam to ja przecież dodałem.Wysilcie się bardziej..
  5. Cześć proponuje takie mapę... Map Download Link: https://mega.nz/#!kAt Zbroje... Pobierz https://mega.co.nz/#!0k4BhAyb!eJ18kx_xDjj9AT2FbwlRcF-CVz_se9dqdzmb8S0uLrY Dołącz klucz pliku VirusTotal https://www.virustotal.com/pl/url/274b18e83a3b2b1db2350782fdb36e225aa3d656f350d26269233ac115c82f67/analysis/1424912246/ https://mega.co.nz/#!Rc0HyIJK!LaYK43fUF7_DZFesJyl3Fx38W44gPt0WxCRTO0rIyLw Nowe pety... Kostiumy... Potwory...
  6. Jest mi smutno,jestem sam. Cisza nocy ogarnia mnie. Samotność mnie boli,choć krzyczeć próbuje. Tęsknota za błędem przeszłości powraca. Chce wszystko naprawić. Powrócić próbuje po ciężkiej krucjacie.
  7. Nr43 15.11.2015 cena 2000 SM/100Euro Argentus Wiadomości i Plotki... Witajcie drodzy gracze oraz forumowicze.Dziś nadszedł kolejny dnień na wydanie 43 numeru gazetki Argentus.Pozostało pół miesiąca i mamy grudzień.Mam nadzieje ze bedzie zimno i duzo sniegu. Na dzień dzisiejszy przygotowałem trochę zagadek jak i humoru.No to wiec zapraszam. Kimkolwiek jesteś, kocham Cię! Po cichej uliczce wielkiego miasta szedł sobie drobny staruszek, Powłócząc nogami w jesienne popołudnie. Zeschłe liście przypominały mu każde przeszłe lato. Przed sobą miał długą, samotną noc w oczekiwaniu na kolejny czerwiec. Aż nagle w stercie liści w pobliżu sierocińca, mała kartka papieru zwabiła jego wzrok. Zatrzymał się więc i podniósł ją trzęsącymi się dłońmi. Czytając dziecinne literki, starzec wybuchnął płaczem, Bo słowa paliły jego wnętrze niczym piętno. "Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję. Nie mam nawet z kim zamienić słowa, Więc ten, kto to znajdzie, niech wie, że go kocham!" Oczy staruszka spoczęły na budynku sierocińca i dostrzegły małą dziewczynkę Z nosem smętnie przyklejonym do szyby. I wiedział już, że wreszcie znalazł przyjaciółkę, Więc pomachał do niej i posłał jej jasny uśmiech. Oboje wiedzieli też, że spędzą zimę razem, naśmiewając się z deszczu. Naprawdę spędzili zimę, śmiejąc się z niepogody, Rozmawiając przez płot i obsypując się drobnymi podarkami, które dla siebie zrobili. Staruszek rzeźbił dla niej przepiękne zabawki, Dziewczynka zaś rysowała mu obrazki, na których piękne panie Spacerowały w słońcu i zieleni drzew, i oboje dużo się śmiali. Lecz dnia pierwszego czerwca dziewczynka podbiegła do płotu, By pokazać starcowi swój nowy rysunek, a jego tam nie było. Przeczuwała jakoś, że on już nie wróci, Pobiegła więc do pokoju, wzięła kredki i papier i napisała... "Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję. Nie mam nawet z kim zamienić słowa, Więc ten, kto to znajdzie, niech wie, że go kocham!" Mam nadzieje ze nie zanudziłem was. Zapraszam na filmik pod tytułem. Z innej beczki.Czyli Na wesoło... Dzwoni facet do firmy reklamującej odchudzanie i po krótkiej rozmowie zamawia pakiet o nazwie "5 kilo w 5 dni". Następnego dnia dzwonek do drzwi. Przed drzwiami stoi cudowna blondyneczka, około 20 lat i oprócz sportowego obuwia i tabliczki zawieszonej na szyi nie ma nic na sobie. Dziewczyna przedstawiła się jako pracownica wspomnianej firmy i programu "5 kilo w 5 dni". Na tabliczce napis: "Mam na imię Kasia. Jak mnie złapiesz będę Twoja!". Facet rzuca się bez namysłu w pościg za blondynką. Po paru kilometrach i pewnych początkowych trudnościach, w końcu łapie swoją nagrodę. Sytuacja powtarza się przez kolejne 4 dni. Facio staje na wadze i zadowoleniem stwierdza, że rzeczywiście schudł 5 kilo! W takim razie znów dzwoni do firmy i zamawia program - tym razem "10 kilo w 5 dni". Następnego dnia: w drzwiach staje zapierająca dech w piersiach kobieta, najpiękniejsza, najbardziej seksowna, jaką widział w życiu. Na sobie nie ma nic oprócz butów sportowych i tabliczki na szyi: "Mów mi Ewa. Jak mnie złapiesz, będę Twoja!" Ta kobieta ma jednak taką super kondycję, że faciowi niełatwo jest ją złapać od razu i gonitwa trwa znacznie dłużej. W końcu jednak okazuje się że nagroda warta jest nadludzkiego wysiłku. Historia powtarza się przez następne 4 dni i w końcu facet staje na wadze i jest całkowicie zadowolony: schudł obiecane 10 kilo! W takim razie postanawia pójść na całość i dzwoni do firmy trzeci raz. Zamawia pakiet "25 kilo w 7 dni". Pani przez telefon pyta: - Jest Pan absolutnie pewien? To jest nasz najtrudniejszy program! Facet jest jednak głęboko przekonany, że tego właśnie chce. - Całe lata nie czułem się tak wspaniale! Następnego dnia dzwonek do drzwi. Przed drzwiami stoi potężny, muskularnie zbudowany, intensywnie opalony dwumetrowy facet. Na sobie ma tylko różowe buty sportowe i tabliczkę: "Jestem Franek. Jak Cię złapię, będziesz mój!" Żona do męża:Wiesz? Dzisiaj mi się poszczęściło! Idę obok zsypu na śmieci, patrzę a tam para pantofelków stoi. A jakie piękne! Przymierzam - mój rozmiar! Mąż:Taaa... Poszczęściło Ci się. Po paru dniach żona znowu mówi: Słuchaj, idę do domu, a u nas na podjeździe, na żywopłocie, futro z norek wisi. Przymierzam - mój rozmiar! Mąż kręci głową z podziwem:Szczęściara z Ciebie. A ja - popatrz - nie wiem czemu, ale szczęścia nie mam. Wyobraź sobie, wkładam wczoraj rękę pod poduszkę, wyciągam bokserki, przymierzam - i k...a nie mój rozmiar!! Nauczycielka pierwszej klasy, miała kłopoty z jednym z uczniów. - Jasiu, o co ci chodzi? - Jestem za mądry do pierwszej klasy. Moja siostra jest w trzeciej klasie a ja jestem mądrzejszy od niej! Myślę, że też powinienem być w trzeciej klasie! Nauczycielka zabrała Jasia do gabinetu dyrektora, wyjaśniła dyrektorowi całą sytuację. Dyrektor postanowił zrobić chłopcu test i jeśli nie odpowie na pytania to będzie musiał wrócić do pierwszej klasy i nie sprawiać więcej żadnych kłopotów. Nauczycielka się zgodziła. Jasiowi wytłumaczono wszystkie warunki i zgodził się na przeprowadzenie testu. Dyrektor pyta: - Ile jest 3 x 3? - 9. - Ile jest 6 x 6? - 36. I Jasiu odpowiadał na każde pytanie, które wymyślał dyrektor. - Myślę, że Jasiu może iść do trzeciej klasy. Nauczycielka spytała czy i ona może zadać Jasiowi kilka pytań? Zarówno dyrektor jak i Jasiu zgodzili się. - Co krowa ma cztery, czego ja mam tylko dwa? - Nogi. - Co ty masz w spodniach, a ja tego nie mam ? - Kieszenie. - Co zaczyna się na "K" kończy na "S", jest owłosione, zaokrąglone, smakowite i zawiera białawy płyn? - Kokos - Co wchodzi twarde i różowe a wychodzi miękkie i klejące? Oczy dyrektora otworzyły się naprawdę szeroko ale zanim zdążył powstrzymać odpowiedź Jasia, Jasiu powiedział. - Guma do żucia. - Co robi mężczyzna stojąc, kobieta siedząc, a pies na trzech nogach? Dyrektor ponownie otworzył szeroko oczy ale zanim zdążył się odezwać... Jasiu: - Podaje dłoń. - Teraz zadam kilka pyta z serii "Kim jestem?". - OK - powiedział Jasiu - Wkładasz we mnie swój drąg. Przywiązujesz mnie. Jest mi mokro wcześniej niż tobie. - Namiot - Palec wchodzi we mnie. Bawisz się mną, kiedy się nudzisz. Drużba zawsze ma mnie pierwszą. Dyrektor patrzy niespokojnie i widać, że jest nieco spięty. Obrączka ślubna Mam różne rozmiary. Gdy nie czuję się dobrze, kapię. Kiedy mnie dmuchasz, czujesz się dobrze. Nos Mam twardy drążek. Mój szpic zagłębia się. Wchodzę z drżeniem. Strzała Dyrektor odetchnął z ulgą i mówi: Wyślijcie Jasia od razu na studia! Ja sam na ostatnie dziesięć pytań źle odpowiedziałem! https://www.youtube.com/watch?v=mV9aUvkcSGw Pewien sprzedawca w sklepie bardzo nie lubił chińczyków. Pewnego dnia do sklepu wchodzi chińczyk i mówi: - Dzień dobry - Dzień dobry - odpowiedział wkurzony sprzedawca - Ja chcieć kupić pedigri pal dla mój pies. - Nie sprzedam Ci tego pedigri jak nie przyjdziesz z psem. - Ale Ja nie chodzić z pies w sklep - To Ci nie sprzedam! Zły Chińczyk poszedł po psa i kupił to pedigri. Na drugi dzień przychodzi i mówi: - Ja chcieć kupić whiskas dla mój kot - Nie sprzedam Ci jak nie przyjdziesz z kotem. - Ale ja nie chodzić z kot na zakupy - To Ci nie sprzedam. Jeszcze bardziej zły Chińczyk poszedł po kota i kupił ten whiskas. Na trzeci dzień przychodzi z papierową torebką i mówi: - Pan włożyć tu ręka - A po co? - No pan włożyć Sprzedawca włożył a Chińczyk do niego: - Pomacać - No - Ciepłe? - Ciepłe - Miękkie? - Miękkie - Ja chcieć kupić papier toaletowy! Do piekła trafili Alkoholik, Nimfoman i Pothead (ktoś kto lubi jarać zioło) Diabeł mówi do nich: -Że jestem dzisiaj w dobrym humorze przyniosę każdemu z was coś z ziemi , i pozwolę to zatrzymać na 100 lat najpierw pyta się alkoholika, co by chciał z ziemi on na to -ja bym chciał najwykwintniejsze alkohole jakie tylko potrafisz znaleźć no i diabeł spełnił jego życzenie przyniósł mu najlepsze wina, liquery, whiskey , szampany jakie znalazł i zamknął go z nimi w pokoju następnie zapytał nimfomana co by chciał dostać -ja bym chciał 200 najpiękniejszych kobiet z ziemi wiec diabeł spełnił jego prośbę ,podarował mu pokój z najpiękniejszymi kobietami , blondynkami , brunetkami ,rudymi itd, i go zamknął na koniec spytał się potheada co by chciał dostać -ja to bym chciał dostać plantacje z ziołem diabeł spełnił jego prośbę i podarował mu pokój z najlepszym ziołem na świecie , plantacja ciągnęła się przez setki kilometrów , pothead usiadł po turecku i zamknął oczy. Minęło sto lat i diabeł otworzył pokój w którym był alkoholik , w środku smród alkoholu i alkoholik leżący nie przytomny na podłodze , diabeł zamknął pokój i poszedł do pokoju nimfomana , tam setki płaczących dzieci i gołe stu letnie kobiety biegające po pokoju i nimfoman błagający diabła żeby go stąd zabrał, diabeł zamknął pokój Na koniec poszedł do pokoju w którym był pothead , wszedł i zastał go siedzącego w tej samej pozycji jak sto lat temu , a zioło nie ruszone. diabeł zdziwił się w tym momencie pothead wstał po policzku pociekła mu łza i przemówił: -stary masz zapalniczkę? Misiek Lisek Smoki Wiewiórka Słoniątko Smok Borsuk Dzwoni facet do firmy reklamującej odchudzanie i po krótkiej rozmowie zamawia pakiet o nazwie "5 kilo w 5 dni". Następnego dnia dzwonek do drzwi. Przed drzwiami stoi cudowna blondyneczka, około 20 lat i oprócz sportowego obuwia i tabliczki zawieszonej na szyi nie ma nic na sobie. Dziewczyna przedstawiła się jako pracownica wspomnianej firmy i programu "5 kilo w 5 dni". Na tabliczce napis: "Mam na imię Kasia. Jak mnie złapiesz będę Twoja!". Facet rzuca się bez namysłu w pościg za blondynką. Po paru kilometrach i pewnych początkowych trudnościach, w końcu łapie swoją nagrodę. Sytuacja powtarza się przez kolejne 4 dni. Facio staje na wadze i zadowoleniem stwierdza, że rzeczywiście schudł 5 kilo! W takim razie znów dzwoni do firmy i zamawia program - tym razem "10 kilo w 5 dni". Następnego dnia: w drzwiach staje zapierająca dech w piersiach kobieta, najpiękniejsza, najbardziej seksowna, jaką widział w życiu. Na sobie nie ma nic oprócz butów sportowych i tabliczki na szyi: "Mów mi Ewa. Jak mnie złapiesz, będę Twoja!" Ta kobieta ma jednak taką super kondycję, że faciowi niełatwo jest ją złapać od razu i gonitwa trwa znacznie dłużej. W końcu jednak okazuje się że nagroda warta jest nadludzkiego wysiłku. Historia powtarza się przez następne 4 dni i w końcu facet staje na wadze i jest całkowicie zadowolony: schudł obiecane 10 kilo! W takim razie postanawia pójść na całość i dzwoni do firmy trzeci raz. Zamawia pakiet "25 kilo w 7 dni". Pani przez telefon pyta: - Jest Pan absolutnie pewien? To jest nasz najtrudniejszy program! Facet jest jednak głęboko przekonany, że tego właśnie chce. - Całe lata nie czułem się tak wspaniale! Następnego dnia dzwonek do drzwi. Przed drzwiami stoi potężny, muskularnie zbudowany, dwumetrowy murzyn z przyrodzeniem o wielkości 28cm. Na sobie ma tylko różowe buty sportowe i tabliczkę: "Jestem Abdul. Jak Cię złapię, będziesz mój! Rozmawiają dwie koleżanki: - Ale mnie dzisiaj gardło boli... - Jak mnie ostatnio bolało, to zrobiłam laskę mężowi i od razu przestało. - Poważnie? - No, spróbuj! Po paru dniach znów się spotykają: - I jak, pomogło? - No, jak ręką odjął... ale Twój mąż do końca nie chciał uwierzyć, że to Ty zaproponowałaś... Baran (20.III - 18.IV) Urodzeni pod tym znakiem są z natury rzeczy ociężali umysłowo i z trudem uczą się najprostszych czynności. Tylko długotrwałym biciem można Barana skłonić do przyswojenia minimum wiedzy (tabliczka mnożenia, wyjątki na "RZ."). Ludzie spod tego znaku z powodu swojej tępoty dezorganizują wszystko w pracy, dzięki czemu awansują szybko na wysokie stanowiska. W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i z powodu najmniejszego pretekstu, a nierzadko i bez, wywołują karczemne burdy i bijatyki. Na szczęście żyją krotko. Byk (19.IV - 19.V) Wdzięk powiatowego Casanovy i skłonności homoseksualne. Niczym nie zmącone przekonanie, że jest pępkiem świata. Lubi mizdrzyć się zarówno przed lustrem jak i w pracy. Najbliższą rodzinę terroryzuje od urodzenia do późnej starości. Nigdy niczego nie czyta, choć o wszystkim ma z góry wyrobione zdanie. Poci się. Bliźnięta (20.V - 20.VI) Ludzie spod tego znaku w ogóle nie osiągają dojrzałości zarówno intelektualnej, jak i uczuciowej. Jedyne co naprawdę potrafią, to raz w tygodniu wypełnić kupon Toto-lotka. Niezdarnie to ukrywają, ale największa przyjemność sprawia im dłubanie w nosie. Zapraszając takiego do domu należy pamiętać, ze kradnie i koniecznie przed wyjściem zrewidować. Rak (21.VI - 21.VII) Szkoda słów.. Nie pomoże nawet oddział zamknięty. Urodzeni pod znakiem Raka oszukują na każdym kroku, zdradzają, uwielbiają podłożyć świnie. Rakom nie można Wierzyc nigdy i w niczym. Jeśli np. Rak mówi, że ceni sobie twoją przyjaźń, to można być pewnym, że przed godziną napisał do szefa donos. Raki stale komuś czegoś zazdroszczą, a po dwudziestym piątym roku życia łysieją, garbią się i tracą zęby. Słusznie zresztą. Lew (22.VII - 21.VIII) Urodzeni pod znakiem Lwa od najmłodszych lat mają skłonności do narkomanii, pijaństwa i najbardziej brutalnej rozpusty. Nie lubią się uczyć, z trudem kończą szkoły, nawet specjalne. Uwielbiają krzywoprzysięstwo i bardzo chętnie zeznają przed sadem. Zdemaskowani wywołują awantury i dantejskie sceny. W życiu rodzinnym Lwy na szczęście nie uczestniczą. Panna (22.VIII - 21.IX) Bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna - zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego - jako partner erotyczny wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogół w klinikach dla nerwicowców. Umysłowo Panna pozostaje zawsze stuprocentowa dziewicą. Waga (22.IX - 22.X) Trzeba mięć prawdziwego pecha, żeby urodzić się pod znakiem Wagi. To przesądza właściwie o wszystkim. Wagi mają krótką pamięć i wzrok, dwie lewe ręce, tępy słuch i dowcip, ambicje zawodowe i poczucie humoru w zaniku. Nie maja natomiast szczęścia do pieniędzy, powodzenia w miłości, rozumu i zdrowia. Ze względu na to, że mają to, czego nie mają, Wagi są idealnymi współmałżonkami. Skorpion (23.X - 21.XI) Ma manię prześladowczą. Nic nie jest w stanie zmienić jego przekonania, że za liczne, stałe niepowodzenia Skorpiona winien jest zawsze ktoś inny, a nie on sam. Ze strachu atakuje pierwszy i od tyłu. Z przyjemnością dręczy zwierzęta i marzy o posadzie dozorcy w ZOO. Strzelec (22.XI - 20.XII) Osobnik spod tego znaku wykazuje dużo energii i pomysłowości - urodzony działacz społeczny. Oczywiście do czego się nie weźmie, to spieprzy. W dzieciństwie zabierał młodszym dzieciom cukierki. Ma skłonności do samogwałtu i podgląda w toalecie. Na starość pisuje wspomnienia od początku do końca zmyślone. Koziorożec (21.XII - 19.I) Każde zdrowe i dbające o swój rozwój społeczeństwo powinno natychmiast izolować osoby spod znaku Koziorożca. Koziorożec, sam alkoholik i analfabeta, chętnie deprawuje młodzież, gwałci staruszki, póki nie popadnie w nieuchronną impotencje. Nadaje się wyłącznie do kopania rowów, a i to pod nadzorem. Jego życie rodzinne, totalne zero. Wodnik (20.I - 18.II) Ma szalony pociąg do gastronomii czwartej kategorii i nigdy nie oddaje pożyczonych pieniędzy. Mężczyźni spod tego znaku, wcześniej czy później, okazują się ekshibicjonistami, a kobiety nimfomankami. W zakładzie penitencjarnym czują się nieźle. Ryby (19.II - 19.III) Bez przerwy powodują ciągłe nieporozumienia w pracy i w domu. Prochu na pewno nie wymyślą. Sprawdzają się jako kontrolerzy biletów autobusowych. Lubią pornografie. Broń Boże nie dopuszczać ich do urządzeń bardziej skomplikowanych, niż. tłuczek do kartofli, bo popsują. Znak sprzyjający -żaden. Ps:Mam nadzieje ze spodobał się wam Czterdziesty Trzeci numer gazetki... Skromny + motywuje mnie do dalszej pracy... Artykuły na gazetkę Argentus zostały zaczerpnięte z internetu...
  8. Nr42 08.11.2015 cena 2000 SM/100Euro Argentus Wiadomości i Plotki... Witajcie drodzy gracze i forumowicze.Dawno nie robiłem gazetki,mam nadzieje ze się stęskniliście za gazetką.Fakt faktem to trzeba przyznać,bardzo dużo się na Argentus pozmieniało(Oczywiście na lepsze)Mam nadzieje ze nie jesteście tak bardzo źli na mnie.Od dnia dzisiejszego postanowiłem ze postaram się by gazetka powróciła w wasze nie łaski i będzie okazywać się co tydzień.Na dzisiaj przygotowałem trochę rozrywki jak i coś do poczytania... Bajka o bardzo „dzielnym” rycerzu Daleko stąd, nawet dokładnie nie wiem gdzie, była wieś, w której żyli biedni, ale serdeczni ludzie. Mieszkali w ubogich chatach, nieraz głód zaglądał im w oczy, ale nie skarżyli się na swój los. Uprawiali swoje małe ogródki, czasami polowali na drobną zwierzynę leśną i byli bardzo szczęśliwi. Pewnego dnia we wsi pojawił się rycerz. Przyjechał na pięknym, gniadym rumaku i miał na sobie lśniącą zbroję. Mieszkańcy wsi bardzo ucieszyli się z jego wizyty, bo nigdy w życiu nie widzieli prawdziwego rycerza. Będę was bronił i strzegł przed smokami – powiedział rycerz – podobno sporo ich w tej okolicy. Nie obawiajcie się, od tej pory jesteście bezpieczni! To był wielkie święto we wsi. Wydano przyjęcie na cześć dzielnego rycerza, a Bartek odstąpił mu nawet swoją chatę. Nie godzi się przecież, aby tak znakomity gość mieszkał kątem u któregoś z gospodarzy – stwierdził – Mnie wystarczy ten szałas pod lasem, który zbudowałem w zeszłym roku. W ten sposób rycerz zamieszkał w chacie Bartka. Co dzień inna gospodyni przynosiła mu obiad, gospodarze częstowali owocami i warzywami, a nieraz przynoszono mu też upolowane zające albo i bażanty. Rycerz zaś siedział sobie wygodnie w wiklinowym fotelu i czyścił swoją, i tak już przeraźliwie lśniącą zbroję. Pewnego dnia usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Myślał, że chyba coś mu się wydało, ale pukanie powtórzyło się. Otwarte! – krzyknął, bo nie chciało mu się nawet wstać z fotela. Do chaty nieśmiało zajrzała babcia Michalina – staruszka, która mieszkała sama, samiusieńka w maleńkiej chatynce krytej słomą, hen na drugim końcu wsi. Wybacz, szlachetny rycerzu, że ci przeszkadzam, ale pomyślałam, że jesteś taki dobry i szlachetny, nie odmówisz staruszce w potrzebie – wyszeptała, rozglądając się niepewnie dookoła – Nazbierałam w lesie chrustu, zima niedaleko. Ale stara jestem, słaba, nie mam siły zanieść go do mojej chałupinki. Dla ciebie to drobnostka, pomóż, proszę… Rycerz podrapał się w brodę i pokręcił przecząco głową: Ja będę nosił chrust, a tymczasem smoki zaatakują wioskę! Chyba nie chcesz, babulko, narażać wszystkich mieszkańców na takie niebezpieczeństwo! Poproś kogoś innego, we wsi jest dużo chłopaków, na pewno z ochotą zaniosą twój chrust do domu. Poszła więc zmartwiona Michalina dalej, w poszukiwaniu pomocy. Spotkała po drodze Bartka i opowiedziała mu o swoim kłopocie. Chłopak roześmiał się i pogłaskał staruszkę po spracowanych dłoniach: Nie martwcie się, Michalino, już idę i zaniosę chrust wprost do waszej chaty. A potem jeszcze raz pójdę do lasu i jeszcze więcej chrustu uzbieram. Zima przecież długa i sroga! Bartek pomaszerował z babulką do lasu, a rycerz dalej polerował zbroję tak, że można się było w niej przeglądać i czekał na smoki. Innego dnia zajrzała do rycerza Kasia. Smutna była bardzo, ledwie łzy powstrzymywała, które z całych sił do oczu jej się cisnęły. Pomóż, szlachetny rycerzu – prosiła, załamując swe delikatne rączęta – Moje kurki uciekły z zagrody do lasu! Jak ich natychmiast nie odszukam, lis je porwie i schrupie z apetytem… Rycerz wydął wargi i prychnął pogardliwie: A czymże ty, dziewczyno, głowę mi zaprzątasz?! Czy twoje liche kury warte są tego, żebym zaniedbał swych obowiązków?! Czy wypada rycerzowi uganiać się po lesie za głupim drobiem?! A idźże, poszukaj kogoś innego do pomocy! Ja mam inne zadanie do wykonania. Poszła więc Kasia sama do lasu. Ale, że szałas Bartka tuż pod samym borem się znajdował, chłopak wyszedł na spotkanie strapionej dziewczynie i zaoferował swoją pomoc w poszukiwaniach. Nie minęła godzina, a wszystkie kurki, całe i zdrowe wróciły do Kasinej zagrody. Zbrzydło wreszcie rycerzowi ciągłe czyszczenie zbroi. Odłożył ją na bok, usiadł przy oknie i myśli: Gdyby tak nagle pojawił się tu trójgłowy smok tybetański, a ja bym go jednym cięciem miecza głów tych trzech pozbawił… Może wreszcie przestaliby mi zawracać głowę jakimiś bzdurami. A może sam król dałby mi za to księżniczkę za żonę i pół królestwa. Tak sobie marzył nasz dzielny wojownik, a tymczasem do okna zastukał Jaś – pastuszek. Łzy mu z oczu płyną ciurkiem, ociera je swymi brudnymi rączętami i szlocha: O rety, rety, co ja biedny pocznę! Moja krówka w błoto weszła i nijak się z niego wydostać nie może! Sam nie dam rady jej wyciągnąć… Błagam, dobry rycerzu, ty jesteś taki silny, pomóż mi uratować moją Krasulę! Ale rycerz nawet rozmawiać z nim nie chciał. Odsunął się od okna ze wstrętem i dalej zaczął polerować swoją zbroję. Płacz Jasia usłyszał Bartek, razem z nieszczęsnym chłopcem pobiegł i krówkę z opresji wyratował. Szczęśliwy Jasio poszedł do domu głaszcząc głowę Krasulki. We wsi owej był taki zwyczaj, że w noc świętojańską mieszkańcy nagradzali najdzielniejszego i najmądrzejszego młodzieńca. Dostawał on wielki kołacz, który piekły wszystkie wiejskie gospodynie. Rycerz nie miał wątpliwości, że to właśnie jemu przypadnie w tym roku ten zaszczyt. Włożył więc swoją lśniącą zbroję i czekał, aż przyjdą do niego gospodynie z kołaczem. Czekał i czekał, mijały godziny, północ się zbliżała, a tu nic. Z dala słychać gwar i śmiechy, zabawa widać trwa we wsi w najlepsze, a o rycerzu nikt nie pomyślał. Zezłościł się nieco, ale nic, postanowił sam wyjść świętującym naprzeciw. Po drodze spotkał dzieci, które z obwarzankami w rączętach goniły jedno za drugim. A gdzież jest ten osławiony kołacz? – zapytał rycerz, chwytając za rękaw jedno z nich – Kiedy wreszcie zostanie wręczony temu, kto na niego zasłużył? Już został wręczony! – krzyknęły chórem dzieciaki – Bartek, nasz kochany Bartek go dostał! On nigdy nikomu nie odmówi przysługi i zawsze pospieszy z dobrą radą i pomocą! Wszyscy zgodnie orzekli, że on jedyny na kołacz zasługuje! Zawstydzony rycerz odwrócił się na pięcie i tyle go we wsi widziano. Pewnie błąka się po świecie szukając swoich smoków, na które polowałby z taką ochotą, a może robi zupełnie coś innego. Jedno jest pewne, nikt we wsi nie żałował, że rycerz się od nich wyniósł. Bo tak naprawdę po cóż im rycerze, skoro mają swego Bartka… Zapraszam na Fajne filmiki... Mam nadzieje ze nie zanudziłem was. Z innej beczki.Czyli Na wesoło... Chcę mieć taki pokój! Pani mówi do dzieci. - Proszę ułoży zdanie, aby występował w nim dwa razy wyraz 'pięknie' Wszystkie dzieci ułożyły podobne zdania w stylu: "Dzisiaj jest piękny dzień bo pięknie świeci słonce." W kopcu pani dochodzi do Jasia. - No to może teraz Jasiu przeczyta nam swoje zdanie. Na to Jasiu. - Moja siostra wróciła do domu i mówi 'tato, jestem w ciąży', na co mój Stary odrzekł, 'pięknie, k**wa, pięknie'. Przychodzi facet do domu, idzie do kuchni, wyjmuje z lodówki wodę mineralną, trzepie nią, otwiera, woda pryska na wszystkie strony, pije trochę, idzie do pokoju, siada w fotelu, onanizuje się, sperma pryska na wszystkie strony,idzie znów do kuchni, otwiera następną wodę mineralną rozchlapując większość na podłogę, pije trochę, idzie do pokoju, znów się onanizuje, skoczył, leży w fotelu i mruczy do siebie: -To jest życie, szampan i dziwki!!! Moje palce bolą Jestem Kubą Rozpruwaczem. Dobrze władam pogrzebaczem: Gdy zagłębię go w twe flaki, Rychło zeżrą cię robaki!!! Nieźle również brzytwą władam, Przy mnie chirurg to wysiada!! Ładnie z kosą sobie radzę: Wnet ci w brzuchu ją zasadzę!!!! Anatomia??? Rzecz nudnawa... Morfologia - piękna sprawa!!!!! Wierzaj Kubie... Uwierz, brachu: Jestem mistrzem w swoim fachu!! Te jelita!!! Ta wątroba!! Rozmarzyłem się, choroba... Ale wiedz, mój przyjacielu: Mówię ja to nie bez celu!!" - Tutaj Kuba przerwał mowę, By obniżyć o połowę Poziom płynu w swej butelce, Który lubił wchłaniać wielce I dokończył opowieści, Jakże frapującej treści: - "Wiedz, że ja nie bez powodu Wizje te przed tobą piętrzę!!!! Słuchaj głosu humanisty: LICZY SIĘ CZŁOWIECZE WNĘTRZE!!!!!!!! Taksówka została wezwana na imprezę. Z imprezki wybiega facet, prosi taxiaża o otworzenie bagażnika po czym zaczyna pytać: - Czy zmieści się tu skrzynka piwa? - Tak-odpowiada taksówkarz. - A dwa litry wódki? - pyta się imprezowicz. - Oczywiście - odpowiada taksówkarz. - A talerz kanapek, dwa śledziki, słoiczek ogórków kiszonych? - Wszystko proszę pana - mówi taxiarz. - A wielki kawałek tortu? - Wszy-ściu-teń-ko - mówi wyraźnie podirytowany tą rozmową. -W takim razie błłłe Jedzie facet bez nóg na wózku po ulicy. Podbiega do niego dresik i pyta się: - Siemasz stary ! Chcesz kupić adidaski ? Kaleka w krzyk: - Co ty gówniarzu jeden - nie widzisz ze ja nie mam nóg?? Co ty sobie myślisz !! Czemu się nabijasz z kaleki ! Ruszył kółkami i pojechał na posterunek Policji i tam mówi do dyżurnego: - Tutaj obok posterunku jeden łepek się ze mnie nabijał i pytał się czy nie chce kupić adidasków ! Gliniarz na to: - Wie Pan co! Trzeba było go kopnąć w [ciach] !! Biedny kaleka złamany zupełnie pojechał do baru. Kupił setkę wypił a barman się pyta: - To co ? Może na druga nóżkę ?? Całkowicie złamany kaleka bez nóg pojechał na swoim wózku do domu i skarży się żonie jaki on biedny a żona mówi: - Nic się nie martw ! Zrobię ci kawę - to postawi cię na nogi !!!! Młody ksiądz przyjechał do swojej nowej parafii. Ma wygłosić pierwsze kazanie. Poprosił starego księdza, żeby go pobłogosławił przed tym. Ten mu, żeby się nie martwił i wszystko będzie OK. Stary proboszcz powiedział też, że on ma zawsze najlepsze kazania jak sobie strzeli setę przed msza. To młody wykoncypował, ze skoro taki stary ksiądz wali setę, to on sobie walnie trzy sety. Jak pomyślał tak i zrobił. Po kazaniu przychodzi do proboszcza i pyta, jak poszło. - Generalnie to było całkiem nieźle, z paroma tylko nieścisłościami. Jak zaczynasz kazanie nie mów "Cześć", tylko "Niech będzie pochwalony", pod krzyżem Jezusa nie stały ku*** tylko nierządnice... aha! I Jezus umarł ukrzyżowany, a nie za****** toporkami przez Indian... Pewnego dnia zajączek złowił złotą rybkę. Rybka, jak to złote rybki mają w zwyczaju rzekła: - Zajączku wypuść mnie to spełnię trzy twoje życzenia! - Dobrze - odpowiada zajączek - wypuszczę cię ale, jak spełnisz trzy pierwsze życzenia misia, które wypowie po przebudzeniu ze snu zimowego. - No co ty, zajączku! Chcesz oddać swoje życzenia misiowi?!!! Rybka nie kryła zdziwienia. - Tak, to moje ostatnie słowo - stanowczo rzekł zajączek. - Zgoda! Odrzekła złota rybka. Jakiś czas później miś budzi się ze snu zimowego, przeciąga się leniwie i mruczy zaspanym głosem: Sto ch..ów w [ciach] i kotwica w plecy, byle była ładna pogoda! Do żołnierzy ONZ, którzy byli na misji w Afryce przyjechał generał na wizytację. O 8 rano zwołał wszystkich na apel po czym pyta swoich żołnierzy: - Moi żołnierze, Wódkę macie? Na to żołnierze: - Mamy! - Żarcie macie? - Mamy! - A jak u was z sexem? - No mamy wielbłąda! No i generał pojechał, ale za tydzień znów apel i sytuacja się powtarza: - Moi żołnierze, Wódkę macie? - Mamy! - Żarcie macie? - Mamy! - A jak u was z sexem? - No mamy wielbłąda! Po czym znów pojechał, ale nie dawała mu spokoju sprawa, jak oni radzą sobie z tym wielbłądem, postanowił pojechać jeszcze raz aby zbadać sprawę osobiście. Tak wiec o 8 znów zwołał apel i pyta swoich żołnierzy: - Moi żołnierze, Wódkę macie? - Mamy! - Żarcie macie? - Mamy! - A jak u was z sexem? - No mamy wielbłąda! Na to generał mówi do jednego z żołnierzy: - Żołnierzu pokażcie mi tego wielbłąda! Żołnierz zaprowadził go przed stodole, w której stal wielbłąd, a generał do niego mówi: - To wy tu żołnierzu na mnie zaczekajcie a ja wejdę i obejrzę tego waszego wielbłąda! Po piętnastu minutach generał wychodzi ze stodoły zapinając rozporek i mówi do żołnierza: - W porządku ten wasz wielbłąd tylko ma trochę [ciach] koścista! Na to żołnierz mu odpowiada: - [ciach] koścista może i ma, ale do burdelu się na nim dojedzie!!! W plemieniu Szamanów zachorował wódz. Rada starszych udaje się do szamana po radę. - Połóżcie wielkiemu wodzowi wątrobę bizona na czole, to wyzdrowieje. Następnego dnia czarownik pyta: - I co, pomogło? - Nie. - W takim razie połóżcie mu jajka na oczy. Trzeciego dnia szaman pyta: - Pomogło? - Nie, wielki wódz umarł. - A położyliście mu jajka na oczy? - Nie... dociągnęliśmy tylko do pępka. https://www.youtube.com/watch?v=juPW4ufsQfs Czy czerwone linie są równoległe? Kręcą się czy nie kręcą? czy wiesz , że tu nic sie nie rusza Ps:Mam nadzieje ze spodobał się wam Czterdziesty drugi numer gazetki... Skromny + motywuje mnie do dalszej pracy... Artykuły na gazetkę Argentus zostały zaczerpnięte z internetu...
  9. OBEJRZYJ A ZROZUMIESZ... https://www.youtube.com/watch?v=pJc2Yq0YHU8
  10. Nr41 15.06.2015 cena 2000 SM/100Euro Argentus Wiadomości i Plotki... Witajcie drodzy gracze i forumowicze.Pozostało około dziesięciu dni do zakończenia roku szkolnego(Mam nadzieje ze większość z was nie zdała do następnej klasy Kilkoro z was na pewno podejmie wakacyjną prace,a reszta będzie się delektować słoneczkiem no i grą na Argentus.Dziś przeglądając forum zaciekawił mnie dział [Event]Zuo & Ucieczka Tanaka.Widać wreszcie ze pomalutku Administracja wprowadza zmiany na Zuo,miejmy nadzieje ze z czasem bedzie coraz więcej nowości wprowadzonych w grze.Na dzisiaj przygotowałem trochę rozrywki jak i coś do poczytania... Kiedy skończyć grać w Argentus.pl 1. Będąc w górach zaciekle bijesz w każdy większy napotkany kamień, myśląc że to Metin. 2. Gdy wywalą Cię ze szkoły mówisz że dostałeś bana i musisz zmienić serwer. 3. Rzucasz w swoje rodzeństwo/rodziców szklanką. 4. Idąc na ryby marzysz o złowieniu farby do włosów. 5. Zabijasz swojego psa, chcąc sobie podexpić. Następnie czekasz kilka minut, ale pies nie odradza się. Ku swojemu przerażeniu stwierdzasz, że w twoim domu psy się nie respią i musisz zlurować innego. 6. Każdą rozmowę zaczynasz od pytania o level rozmówcy. 7. Wiesz, jak dojść do piekła na piechotę. 8. Potrafisz szeptać do osób oddalonych o kilka kilometrów. 9. Ani trochę nie boisz się śmierci, to przecież strata tylko kilku procent expa. 10. Idąc do zoo z rodziną rzucasz czym popadnie w małpy licząc, że lootnie ci medal. 11. Panicznie boisz się żółwi i pająków. 12. Myślisz że po twoim tąpnięciu wszyscy się przewrócą. 13. Bijesz wszystkich Kowalskich 14. Strzyżesz się w Item Shopie. 15. Zastanawiasz się, ile obrony ma twoja koszulka. 16. Nigdy nie używasz polskich liter. 17. Nie myjesz ręki przez rok, czekając, aż zostaniesz surą. 18. Gdy oglądasz dowolny wyścig sprinterów przed telewizorem ryczysz "Ale nooby na speedhackach jadą!". 19. Kupując oranżadę w sklepie zastanawiasz się, ile daje HP. 20. Zastanawiasz się, jakie obrażenia zadaje twój plastikowy zabawkowy miecz. 21. Gdy jesteś w lesie, szukasz driad / duchów pniaka / duchów drzew, zastanawiając się czy dropnie ci zbroja na 54 lvl / wydropi ci jego marmur / lootnie ci korzeń „Zelkova”. 22. Strzelasz z łuku / walisz mieczem we wszystko co ma czerwony ew. fioletowy napis. 23. Gdy się rodzi twój brat ew. siostra czekasz na nią przed szpitalem aż skończy tutoriala. 24. Plujesz na kolegę, tłumacząc, że dajesz mu buffa. 25. Nie boisz się wilków – przecież mają tylko 3 lvl. 26. Gdy znajdziesz szary kamyk, biegniesz do domu ciesząc się, że dropnął Ci KD Śmierci. 27. Chcesz wypożyczyć z bibliotek Księgę Polimorfii. 28. Bijesz wszystkich obcokrajowców. 29. Przed zaliczeniem biegu na WF szukasz speedhacka w pobliskim sklepie. 30. Nie zdziwisz się, gdy zobaczysz kilka osób ubranych i wyglądających tak samo jak ty. 31. Gdy zobaczysz staruszka, dajesz mu 1000 zł żeby cię zabrał na pustynię. 32. Po pobiciu policjanta szukasz fasolki zen u przypadkowych przechodniów. 33. Czytasz jak najwięcej książek, bo uważasz, że w ten sposób skille Ci rosną. 34. Gdy ktoś cię popchnie, mówisz: Weź zgodę na solo, rozwalę cię noobie!. 35. Szukasz na bazarze czerwonej, dwumetrowej broni, mówiąc Kupię RIB. 36. Bierzesz broń i zaczynasz się kręcić w miejscu, obok psa, myśląc, że używasz Smoczego Wiru. 37. Każdą złowioną rybę rozpruwasz w poszukiwaniu małży. 38. Idziesz do dyrektorki szkoły i prosisz, aby ulepszyła ci riba na +9. 39. Kiedy umawiasz się ze znajomymi pod kinem, a nie możesz ich wypatrzeć, stwierdzasz, że na pewno są na innym CH. 40. W zimę próbujesz użyć Smoczego Skowytu, by się ogrzać. 41. Wskakujesz pod samochody myśląc, że teleportujesz się do miasta. 42. Nigdy nie załatwiasz potrzeb fizjologicznych (to akurat cecha wspólna dla graczy większości gier). 43. Nigdy się nie kąpałeś w morzu, bo nie potrafisz wejść na większą głębokość, niż do kolan. 44. Idąc do fryzjera się ostrzyc, zawsze bierzesz telefon. Fryzura zawsze może kosztować więcej smoczych monet, więc musisz móc doładować konto. 45. Gdy idziesz na wycieczkę do lasu, kupujesz po drodze tyle czerwonych Poweradeów ile się da. Przed wejściem do lasu pytasz wszystkich o levele, klasy postaci, profesje i skile. Robisz PT, jesteś bardzo zadowolony i myślisz, że nabijesz kilka leveli. 46. Pijąc jakiś napój wypijasz go jednym łykiem zjadając również butelkę i zakrętkę. 47. Podczas biegu długodystansowego pytasz innych uczestników, czy posiadają Duże Fioletowe Mikstury. 48. Nigdy nie masz lekcji biologi, bo gdy do klasy wchodzi biolog, szybko go zabijasz. 49. Do Plastikowego Mieczyka +0 używasz Zaczarowane Ostrze gdyż to Ważny Skill 50. Do Zielonej Bluzeczki +2 używasz Zaczarowana Zbroja dla Ocieplenia 51. Idziesz do stadniny koni i dziwisz się czemu nie mają one opancerzenia. W końcu masz już 50lvl i chcesz militaria. 52. Mając 10-15 lat możesz wziąć ślub. 53. Rodzisz się dorosły. 54. Kupujesz książkę i czytasz jej fragment, potem wyrzucasz, następnie znów kupujesz tę samą książkę, czytasz następny fragment i tak w nieskończoność, bo uważasz, że ten sposób jest korzystny. Przecież dużo się nauczysz. 55. Kiedy rodzice dają Ci szlaban na wyjście z domu, myślisz, że masz bana i nie możesz się ruszyć z miejsca. 56. Szukasz w szkole nauczyciela który nauczy cię aury miecza. 57. Gdy rodzice kupują Ci zabawkowy miecz świetlny, wypróbowujesz go i widzisz, że się świeci, myślisz, że używasz Aury Miecza. 58. W przyszłości chcesz zostać kowalem, w końcu będziesz mógł kraść itemy noobom tłumacząc się ich "spaleniem". 59. Ewentualnie, biologiem, bo będziesz mógł przerabiać "złe" roślinki na bimber! 60. Gdy spotykasz niską babkę z kitkiem, pytasz się który trzeba mieć level na ślub. 61. Prosisz rodziców, żeby Cię podexpili. 62. Gdy twoja klasa idzie na apel to myślisz ze idziecie na event bierzesz kij hokejowy i z strój reprezentujący twoją szkołę ze schowka i atakujesz poczty sztandarowe bo myślisz ze to orki. 63.Jak wygrasz event wydzierasz się na pól okolicy Zacznę od dwóch filmików... Dobry klimatyczny kawałek,którego można by użyć do prezentacji serwera Argentus... Starzy wyjadacze wiedzą co to.... (Ten klimat) A to dla ciebie Agnieszka..... Z innej beczki.Czyli Na wesoło... Gdy zacząłem grę w Metina to rzuciła mnie dziewczyna Jednak ja to olewałem bo konto 250lv za free dostałem Był to woj z eq słabym a czym gorsza o statusie marnym Użyć chciałem wszystkie skille jednak miałem tylko ciało silne Ze mnie wtedy był noob wielki bo za skille Brałem chita ręki Wszędzie wokół moobow ślady Niedźwiedź dzik lub wilczek blady Raz spotkałem kogoś ciekawego który w ręku trzymał miecza świecącego Pobiegł gdzieś za Biologa a za nim śmieci liczba mnoga Bez namysłu SH włączone oby wszystko było moje Biegnę za nim w tej nadziej iż on podexpieniem mój lvl zmieni Coś niestety nawaliło bo mnie z Serwa wywaliło Gdy na metka powróciłem mój wybawca znikł z miejsca gdzie byłem Jednak up lvl postanowiłem i w godzinę niego wbiłem Już myślałem ze to chała a tu nagle dropła strzała Bambusowa nie drewniana była dla mnie to rzecz wspaniała Po powrocie do miasteczka mijam most a pod nim rzeczka A przed mostkiem metek bitwy stał którego każdy wokół nawalał Jednak drop był z niego cienki ponieważ przyszedł koks wielki Zksuł nam metka w 3 sekundy i tak zakończył się dzień expienia nudny Gdy przed placem się znalazłem to w net lagi załapałem Pytam innych co się stało oni Pisza na ch4 by zmienić serva pasowało Patrzę już ponad 100yang uzbierałem za które fms lub riba zakupić chciałem Jednak żadnych ofert nie było może dlatego iż coś się zdarzyło Patrzę w czacie jakiś event niesłychany jednak dla mnie moment nieistotny Bowiem przed kowalem stanąłem i fajny item na niego wziąłem Jednak nastał moment niechciany gdyż brakło kaski na dokonanie owej zmiany Proszę wszystkich dajcie Yangi może wina to mej rangi Gdyż mnie wszyscy olewali pisząc teksty: żal cie wali Jednak przyszedł koleś pro który dal mi Yangów tysiąc sto A ja wtedy w niebo wzięty biegnę na potce do kowala ogarnięty Jednak kowal frajer stary spalił mieczyk mój kochany Ale ja się nie poddałem i dalej po 3:00 w nocy grałem Nie zważając na starszych krzyki grałem dalej jak pies dziki Gra się w końcu zakończyła gdy itemków się reszta popaliła Była to kowala wina który palił jak maszyna... Dziś przeglądając najdalsze zakątki internetu natrafiłem na takie coś... Przed wielu, wielu laty na zamku Kynast mieszkała piękna księżniczka ze swymi rodzicami. Dziwna to była dziewczyna. Rzadko widywano ją w niewieścich szatach. Najchętniej wkładała na siebie strój myśliwski, dosiadała konia i otoczona zgrają psów wyruszała na polowanie. Towarzyszyli jej bracia i rycerze. Rycerze ściągali na zamek z całego świata, bo księżniczka była bardzo ładna. Zostawali w gościnie u księcia, brali udział w myśliwskich wyprawach, walczyli na turniejach, jedli, pili, śpiewali i wodzili zakochanymi oczami za piękną księżniczką. Na koniec przychodzili do starego księcia, by prosić go o rękę jego córki. On stary już był i wraz z żoną o niczym bardziej nie marzył jak o tym, by ich córka wreszcie kogoś pojęła za męża. Ale zawsze to samo mówił: - My się z serca zgadzamy, ale nie wiemy, czy ona się na to zgodzi. A gdy księżniczkę proszono o zgodę, odpowiadała niezmiennie: - Dobrze, będę twoją żoną, ale stawiam jeden warunek: ten, kto chce być moim mężem, musi w pełnej zbroi, na bojowym koniu objechać mury obronne zamku po ich szczycie. Bo - jak dodawała - mój mąż musi być bardzo dzielny. A mury były bardzo niebezpieczne z powodu jednego jedynego miejsca, gdzie załamywały się pod kątem prostym. Nie mogły biec inaczej, ponieważ skała, na której stał zamek, w tym miejscu była przecięta jakby toporem, stąd i mury musiały cofnąć się w głąb. W tym miejscu koń z jeźdźcem nie był w stanie zakręcić, by iść dalej, ale tracił równowagę i wpadał wprost w przepaść. A księżniczka spokojnie patrzyła ze swojego okna, które właśnie wychodziło na ten załom murów, jak kolejny kandydat na jej męża ginął wraz ze swoim koniem. Tak upłynęło parę lat. I wciąż nie zdarzyło się, aby któryś z rycerzy proszących o jej rękę usłyszał inny warunek niż ten. I wciąż byli tacy, którzy słysząc to żądanie odchodzili z żalem, ale też zdarzali się śmiałkowie, którzy próbowali sforsować niebezpieczny załom murów i przypłacali ten czyn śmiercią. A księżniczka wciąż urządzała huczne zabawy, polowania, śpiewała, tańczyła, grała i śmiała się z tych, którzy nie potrafili zdobyć jej ręki. Aż razu pewnego przyjechał na zamek nieznany rycerz. Ktoś go nazwał czarnym rycerzem, bo nosił czarny ubiór. Książę wydał na jego cześć wielką ucztę, na którą zaprosił również i księżniczkę. Przyszła jak zwykle niechętnie. Nie takie uczty lubiła. Zajęła swoje miejsce, po lewej stronie przybysza, nawet nie obdarzając go spojrzeniem. Była cała pogrążona w swoich myślach, gdy nagle usłyszała piękny głos gościa, który się do niej zwracał. Podniosła oczy i zamarła z wrażenia. Takiego człowieka nigdy jeszcze dotąd nie widziała. Natychmiast opuściła powieki, by nie dać poznać po sobie zmieszania, jakie ją opanowało. Nawet trudno było jej zrozumieć, co na niej takie wrażenie uczyniło. Czy mądre oczy, czy dobry uśmiech, czy spokój, który promieniował z całej postaci. Ale wiedziała jedno: "To jest ten". Mówiła sobie w głębi duszy: "Na ciebie czekałam. Z tobą mogłabym iść na koniec świata. Dla ciebie mogę zrobić wszystko, co zechcesz". - Pozostawał tylko cień niepokoju, czy on ją pragnie mieć za żonę. Przy stole toczyły się głośne rozmowy, od czasu do czasu wybuchały śmiechy. Z drugiego końca sali dobiegała muzyka, żartownisie popisywali się swoimi sztuczkami, a ona tak trwała jak urzeczona. Nawet nie bardzo wiedziała, o czym rozmawia ze swoim sąsiadem. Oczy miała spuszczone. Czasem tylko odważała się spojrzeć na swojego towarzysza, i to zaledwie na chwilkę, bo bała się, by nie stracić zupełnie przytomności ze szczęścia, jakie ją przepełniało. Cała wieczerza była dla niej najpiękniejszym snem, w który wciąż nie śmiała wierzyć.' Niestety, zbliżał się koniec tej radości. Służba porządkowała stoły. Ucichła muzyka. Trzeba było wstawać. Odchodziła z ciężkim sercem, w obawie, że to najcudowniejsze, które przeżyła, może się już nie powtórzyć. Poszła do swojej komnaty i wtedy, gdy na wpół przytomna zdejmowała uroczyste odzienie, wszedł ojciec. Jego pogodne oblicze powiedziało jej wszystko. Zrozumiała, że ojciec musiał obserwować ją w czasie uczty, wyczuł, co się w niej dzieje, a teraz przynosi jej ważne wiadomości. Ale czekała na słowa. Zamarła. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. - Czy wiesz, z jaką sprawą przyjechał ten rycerz? - zapytał ojciec. Poczuła, ze cała krew spłynęła jej z twarzy, że ledwo stoi na nogach, że jeszcze chwila a upadnie. Z trudem zdołała wyjąkać pytanie: - Z jaką? Myślała, że nigdy nie doczeka się odpowiedzi. Aż wreszcie doszło do niej: - Przybył, aby objechać na koniu nasze mury. W pierwszej chwili zdawało się jej, że umiera ze szczęścia. Wsparła się ciężko o ścianę. A potem przyszła na nią fala takiej radości, iż myślała, że oszaleje. Rzuciła się ojcu na szyję. Całowała go i ściskała: - On będzie moim mężem! On będzie moim mężem! - powtarzała bez przerwy. Gdy ojciec wreszcie wyrwał się z jej uścisków, cały rozpromieniony - choć udawał oburzenie, że córka jest taka nieopanowana - powiedział: - Ja tego nie mówiłem. On oświadczył tylko, że chce objechać nasze mury. - Ale to znaczy to samo! Ale to znaczy to samo! - śpiewała tańcząc wokół niego. Była pewna. Nagle przerwała taniec. Uśmiech zgasł na jej twarzy. Uświadomiła sobie, jakie zagrożenie wisi nad jej szczęściem. Rzuciła się powtórnie ojcu na szyję mówiąc: - A teraz idź, idź do niego i wytłumacz mu, że on nie potrzebuje wcale objeżdżać murów, że niech tego nie robi, że niech się nie waży, bo zginie, a on nie może zginąć. Idź, powiedz mu, że ja się zgadzam bez tego warunku. Mogę dzisiaj, albo jutro, albo kiedykolwiek on tylko zechce, być jego żoną. Stary książę zaczął tłumaczyć: - Jak ja mogę mu to powiedzieć... - Idź, idź. Musisz iść. Bo jak nie, to ja pójdę, rzucę mu się do stóp, żeby go błagać, by tego nie robił. Ojciec odszedł, a ona czekała na niego aż do pomocy. Zdawało się jej, że się nigdy nie doczeka powrotu ojca, że to czekanie trwa już całe wieki, że godziny się wloką w nieskończoność, że zegar zepsuł się i dlatego nie bije. Wreszcie, gdy książę wszedł, zobaczyła, że nic nie zdołał uzyskać. - Nic nie pomogło - powiedział zatroskany. - Rycerz ślubował, że objedzie mury na koniu i od tego ślubu nie odstąpi. Po chwili milczenia dodał: - Dałem mu do zrozumienia, że ty od niego nie żądasz spełnienia tego warunku. Tak jak tego chciałaś. Powiedziałem, jak można było najwyraźniej. Ale on się na to nie zgodził i gdybyś nawet ty poszła, to i tak nie nie uzyskasz. Jutro skoro świt wyjeżdża na mury. Myślała, że umrze z rozpaczy. Była zupełnie bezradna. Klęczała całą noc. Klęczała i modliła się. Aby nie spadł, aby objechał mury szczęśliwie. Aby pierwszy raz stał się ten cud. Wreszcie świt zaczął bielić ściany komnaty. Czas próby nadszedł. Usłyszała fanfary oznajmujące wejście rycerza z koniem na mury. Nie wstała z klęczek. Nie podeszła do okna. Nie chciała nic widzieć. Zamknęła oczy, splotła ręce aż do bólu i czekała. Na cud. W ciszy usłyszała dalekie stąpanie konia. Stuk narastał. Był coraz bliższy. Zdawało się jej, że wypełnia jej całą głowę. To powinno być już, tuż, zaraz, za moment, w tej chwili. Teraz. Kopyta przestały dźwięczeć. Na pewno stanął teraz nad załamaniem muru. Cała napięta do granic możliwości czekała na huk spadającego po murach rycerza i kwik konia. Chwila ciągnęła się w nieskończoność. Nagle usłyszała stuk kopyt końskich idący dalej po murze. A więc udało się. Pierwszy raz. Cud się stał. Krzyknęła jak oszalała. Wybiegła z komnaty, pędziła przez korytarze, zbiegała po schodach, przebiegała wąskie krużganki, przejścia, rycerzowi naprzeciw, aby go przywitać, rzucić mu się na szyję, jemu - najpiękniejszemu, najmądrzejszemu, najdzielniejszemu, jedynemu. Cała zdyszana wypadła z bramy właśnie wtedy, gdy on zjeżdżał z murów w tłum ludzi na niego czekający. Patrzyła jak urzeczona na czapki lecące w górę. Dobiegł do niej huk wystrzałów na wiwat, krzyki, śmiechy, pieśni. Czekała. Aż podjedzie pod schody, zejdzie z konia i poprosi o jej rękę. Patrzyła, jak lekko nachylony, poklepując kark konia, jedzie przez zgromadzone tłumy, gdy nagle spostrzegła z niepokojem, że on zamiast w jej stronę coraz wyraźniej kieruje konia w stronę bramy wyjazdowej. Najpierw dalekie przeczucie, potem niepokój, potem strach, na koniec już pewność - to było wtedy, gdy on zdjął z głowy kołpak, ukłonił się w jej kierunku, podciął konia i zaczął wyjeżdżać z zamku. Taki jej obraz został w oczach w ostatnim momencie, gdy osunęła się zemdlona na ziemię. Potem byłą ciężko chora. Miała wysoką gorączkę. Zrywała się. Chciała gdzieś iść. Wołała nieprzytomna rycerza, by zawrócił, by nie odchodził. Wszystkim zdawało się, że umrze. Żadne lekarstwa nie skutkowały. Ale w końcu jej silny organizm przetrzymał napór choroby. Powoli wracała do zdrowia. Była bardzo słaba. Zgodnie z zaleceniami lekarzy pozostawała sama w ciszy. Dużo myślała o ostatnim wydarzeniu i o tajemniczym rycerzu. - "Dlaczego tak zrobiłeś? Dlaczego? - pytała go w myślach. - Czy ty wiesz o tym, że ja cię kocham? I nigdy cię kochać nie przestanę. Tylko czy cię jeszcze kiedyś zobaczę?" Postanowiła go znaleźć. Wiedziała, że nie potrafi żyć bez niego. Gdy przychodziły na nią chwile refleksji, zapytywała sama siebie: "Co ja mu powiem, gdy go znajdę?" Ale w gruncie rzeczy to nie było ważne. Najważniejsze było: jak go znaleźć. Zapytała ojca o niego. Okazało się, że ojciec nic o nim nie wie. Nie znała go też matka ani rycerze na zamku. - No to dlaczego go przyjąłeś? - zapytywała ze zdumieniem ojca. - Dlaczego wyprawiłeś dla niego takie przyjęcie? - Po prostu zdawało mi się, że to jest ktoś bardzo znaczny. - Dobrze - odpowiadała - ale że ty go nie zapytałeś o imię i o dom rodzinny. Przyszedł dzień, kiedy zaczęła chodzić po komnacie. Potem pierwszy spacer na świeżym powietrzu, wreszcie zdobyła się na to, by dosiąść konia. Aż gdy uznała, że jest w pełni sprawna, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, wzięła ze sobą parę sług, pożegnała rodziców i braci, i w przebraniu męskim wyruszyła w drogę. Odwiedzała wspaniałe zamki. Jeździła po wielkich turniejach, gdzie potykali się na kopie najdzielniejsi rycerze, wypatrywała go pomiędzy najodważniejszymi. Uczestniczyła w największych uroczystościach, jakie obchodziły miasta, zamki i pałace - nie było go nigdzie. Czasami zdawało się jej, że to wszystko było snem, że to nieprawda, że takiego człowieka nigdy nie spotkała, że go po prostu w ogóle nie ma. Powoli traciła nadzieję, by go mogła jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. Po raz pierwszy w życiu nie osiągnęła tego, co zamierzała, czego tak bardzo pragnęła. Wreszcie zrezygnowała. Odesłała służbę. Chciała być sama. Nie wiedziała właściwie, co ma dalej robić. Trzeba było wracać do domu. Ale po co? Bawić się, tańczyć, śpiewać, polować? Myślała o tym wszystkim z obrzydzeniem. Życie dla niej straciło sens. Czasem była wściekła na siebie, że dała się ogarnąć tej miłości, ale czy mogła coś na to poradzić? Zdarzyło się razu pewnego, w któryś dzień samotnej jazdy - powracania do domu - że zbłądziła. Wieczór zapadał szybko, w lesie było coraz bardziej mroczno, a tymczasem wciąż nie było osady, do której zdążała, gdzie miała przenocować. Nie bała się. Tylko była po prostu zmęczona. Początkowo chciała przespać się gdzieś w lesie, ale zaczął padać deszcz coraz gęściejszy, na dodatek stało się nieszczęście: w ciemności koń wpadł w jakiś wykrot i okulał. Musiała z niego zsiąść. Trzymała go za uzdę i powoli brnęła przez wodę i błoto. Powieki jej się same zamykały. Przylepiona do konia stawiała nogi po omacku. Godziny się wlokły - nie było końca ani lasu, ani deszczu, ani nocy. Już tylko marzyła, aby choć na moment położyć się i zasnąć. Nagle koń stanął, zarżał. Oprzytomniała, chwyciła za miecz. Poczuła, że wyszli z lasu i znajdują się na wolnej przestrzeni. Rozglądając się dojrzała dalekie światełko. To było chyba światło padające z okna domu. Podeszła bliżej. Ujrzała ciemny zarys wielkiego domostwa. Zostawiła konia pod dachem i weszła do wnętrza. W izbie panował półmrok, tylko na kominku palił się nikły płomień. Obok siedział stary, siwy człowiek. Błyski ognia oświetlały jego postać. - Kto ty jesteś - usłyszała pytanie. - Zbłądziłem w lesie. Koń mi okulał. - Skąd jesteś? Nie chciała tego ujawnić. Bała się, żeby nie wyszło na jaw, że jest dziewczyną. Wyminęła to pytanie. Wiedziała jednak, że musi zdobyć zaufanie. Zaczęła więc podawać nazwy zamków, kaszteli, dworów zamieszkałych przez zaprzyjaźnione z jej familią rody. Wymieniała imiona znanych w całym kraju ludzi. Opowiadała o spotkaniach z nimi, wciąż jednak pilnie bacząc, by nie zdradzić swojego pochodzenia. Czuła, że to wszystko przełamuje początkowy chłód starego człowieka. Wreszcie usłyszała to, czego oczekiwała: - Możesz tu zostać na noc. Ja jeszcze posiedzę przy żonie. Rozgość się w tamtej izbie. - Wskazał jej ręką kierunek. - Moja żona jest chora - dorzucił. Zobaczyła w głębi łóżko, na nim leżącą kobietę. Następnego dnia już nie padało, ale jechać nie mogła. Koń miał nogę zranioną. Trzeba było leczyć i odczekać parę dni. Rozglądnęła się po obejściu. Dom był w dobrym stanie, ale bardzo zaniedbany. Stajnie i stodoły były spalone. "Od pioruna" -jak powiedział gospodarz. Bydło się częściowo spaliło, częściowo rozbiegło. Służba poodchodzila. Nie pytała o nic więcej. Stwierdziła tylko, że tych dwoje ludzi żyje bardzo biednie, prawie głodują. Denerwował ją trochę smutek starego człowieka, jakaś bezradność, bezwolność. Wieczorami i nocami zostawał długo przy kominku i patrzył w ogień, w ciągu dnia siadywał przed domem i patrzył na drogę, jakby kogoś wypatrywał. Któregoś wieczoru, grzejąc się przy kominku, chciała przerwać ciążące jej milczenie. Nic nie przychodziło jej do głowy. Wreszcie zaryzykowała opowieść o własnym życiu, uważając przy tym, by nie domyślili się, że to o nią chodzi: - Była sobie raz księżniczka, która rycerzom starającym się o jej rękę stawiała żądanie, by objechali dookoła zamku po szczycie murów obronnych. Nie zauważyła, że starzec drgnął. Zatopiona we własnych myślach snuła dalej swoją opowieść. Nagle z zamyślenia wyrwało ją pytanie powiedziane ostrym tonem: - Skąd to wszystko wiesz? - Ktoś mi opowiedział - odparła wymijająco. - Jednym z tych, którzy spadli z murów i zginęli, był mój syn. Umilkła jak rażona. Zapanowała cisza. Myślała gorączkowo. Teraz dopiero zrozumiała apatię tego człowieka. Ta śmierć była chyba również powodem choroby jego żony. - Jak on wyglądał? - zapytała po chwili. - Czemu o to pytasz? Byłeś tam? - Tak. Zaczął jej opisywać. Przypomniała sobie tego rycerza. To był bardzo ubogi chłopiec. Nie znała go wcześniej. Pojawił się niespodziewanie na zamku. Pamiętała dobrze biedny strój, który nosił. Pamiętała docinki, wyśmiewanie się innych rycerzy. - A ty nie objeżdżałeś murów? - usłyszała pytanie. - Nie. Bo ja nie kochałem tej księżniczki - odpowiedziała. - Bóg cię ustrzegł od tej okrutnej dziewczyny. Jak ona może żyć, mając na sumieniu, tyle śmierci. Jak jej Bóg nie pokarał. Zamilkli oboje. Siedziała długo w noc przed kominkiem i myślała o całym swoim .dotychczasowym życiu. Dopiero teraz ujrzała krzywdę, jaką wyrządziła swoją lekkomyślnością. Dojrzewało w niej postanowienie: "Tu, w tym domu, trzeba zostać. Wnieść do niego życie. Zastąpić tym ludziom syna. To będzie pokuta, którą muszę Bogu złożyć". Zabrała się do pracy. Niełatwo to jej szło. Na szczęście był stary rycerz, który wszystko umiał, a teraz widząc jej zapał towarzyszył jej. Pracy było dużo, tym bardziej, że szła wiosna. Trzeba było orać, grabić, siać. Przynajmniej tyle, aby starczyło na wyżywienie tych biednych ludzi. Harowała od świtu do nocy. Na roli, przy kamieniarstwie, przy ciesielce, bo trzeba było przecież dachy położyć na spalone stodoły i stajnie. Wieczorem, gdy prawie rąk i nóg nie czuła, siadywała w izbie przy kominku, grała na lutni i śpiewała rycerskie piosenki, których tyle umiała. Opowiadała o turniejach i zabawach rycerskich. Snuła baśnie, legendy i przygody, które zasłyszała albo które sama przeżyła. Z odcieniem triumfu stwierdzała, że dom się zmienił. Nie tylko matka powróciła do zdrowia, nie tylko ojciec z całą energią pomagał jej i pracował z nią ręka w rękę, ale co najważniejsze, ci starzy ludzie zaczęli się uśmiechać. Tak w trudzie i mozole płynęły dni, tygodnie i miesiące. Pracowała, jak umiała najlepiej. Była czuła dla tych obojga starych ludzi, jak tylko umiała najbardziej, jak tylko ją było na to stać. Zastępowała im syna, który przez nią zginął. Nieraz zdarzyło się, że popłakała sobie z tęsknoty za swoim domem rodzinnym, za rodzicami, braćmi, towarzyszami - za zabawami, polowaniami. Patrzyła na swoje ręce spracowane od wideł i rydla, popękane, czarne od ziemi. Czy ktoś jeszcze potrafiłby w niej rozpoznać dawną, piękną księżniczkę? - "Co byś ty na to wszystko powiedział, gdybyś mnie tak teraz spotkał, mój ukochany rycerzu?" -myślała. Kiedyś powiedziała staremu rycerzowi: - Bóg pokarał tę okrutną księżniczkę. - Jak? - spytał starzec. Zaczęła opowiadać: - Razu pewnego przyjechał na zamek rycerz. Powiedział, że chce objechać mury. Zauważyła, że w miarę jak opowiadała, rosło zaciekawienie starego człowieka. Gdy doszła do pożegnalnego ukłonu, przerwał jej: - Jak on się nazywał? Skąd pochodził? - Nie wiem. Nikt nie wie. - A jak wyglądał? - W czarnym stroju, w czarnej zbroi. - Ach, to "Czarny Rycerz" - zawołał z radością. - Słyszałeś o nim? -Spytała nie dowierzając. - Oczywiście. Słyszałem o nim bardzo wiele. Nagle się pojawia, tak jak pojawił się na tamtym zamku, i niesie pomoc biedakom, sierotom, wdowom, pokrzywdzonym. Ale tu nigdy nie był. Widocznie są inni, którzy bardziej potrzebują pomocy niż my. Słuchała tego jak najpiękniejszej bajki. Serce tłukło się jej nieprzytomnie. Powiedziała najspokojniej jak umiała: - Jak myślisz, czy kiedyś przyjedzie? - Kto to wie. Mijały tygodnie. Starzy ludzie traktowali ją jak swojego syna, zżyli się z nią, zwłaszcza, że ich dom był pusty. Nikt tu nie przyjeżdżał w gościnę. Czasem kupcy, czasem posłańcy. Niewiele ją to obchodziło. Tym bardziej, że przyszła jesień - deszczowa, zimna, błotnista. Dni upływały w walce z rzeką, coraz bardziej wzbierającą i grożącą zalaniem pól. Któregoś dnia wracała do domu straszliwie zmęczona. Ten dzień szczególnie dał się jej we znaki. W strugach deszczu wznosiła uparcie groblę z kamieni, utykała mchem, przemoczona od czubka głowy po same stopy. Była umazana błotem, nie czuła z zimna ani rąk, ani nóg. Szła obok konia prowadząc go za uzdę. Nie miała serca go dosiąść, bo był tak samo zmęczony jak i ona. Myślała, że się nie dowlecze do domu. Aż wreszcie w ciemnościach zamajaczyły znajome kontury. Wprowadziła konia do stajni, roz-kułbaczyła go, odpinając zdrewniałymi palcami popręgi. Potem już nie było jej stać na to, by wejść do swojej zimnej izby i przebrać się. Chciała najpierw ogrzać się przy ogniu kominka i napić czegoś ciepłego. Pchnęła drzwi wejściowe. Oślepił ją blask ognia z kominka. Nagle zorientowała się, że jest ktoś obcy w izbie. Dobiegły ją słowa starego rycerza, z którymi zwracał się do gościa: - Oto nasz dzidny wybawca. Gdyby nie jego pomoc, umarlibyśmy z głodu i choroby. Zaskoczyły ją te słowa i zmieszały - "To o mnie" - pomyślała. Było jej strasznie przykro, że w takim stanie weszła do izby. Nie wiedziała, co zrobić. Patrzyła, jak rośnie przy jej stopach kałuża wody, która ścieka z jej zabłoconej odzieży. Postanowiła po prostu wyjść, przeprosić, podniosła oczy i wtedy wzrokiem przyzwyczajonym już do światła poznała go. To był on - "Czarny Rycerz". Jej najukochańszy, jedyny, wytęskniony, wymarzony w snach, którego jeszcze raz kiedyś w życiu pragnęła spotkać. Nie była w stanie oczu od niego oderwać, patrzyła jak urzeczona. On jej wciąż nie poznawał, jakżeby zresztą mógł ją poznać. Dwoje starych ludzi wciąż do niego coś mówiło, ale ona tego nie słyszała, nic do niej nie dochodziło, była wpatrzona w jego oczy, które na nią ciekawie spoglądały. Nagle wszystko zaczęło wirować jej przed oczami. Poczuła, że słabnie. Nie chciała zemdleć. Bała się, że wtedy się wyda, kim jest. Przylgnęła do ściany, wparła się nogami w podłogę. Powtarzała sobie: "Byle nie zemdleć". Ale i tak zaczęły jej łzy płynąć po policzkach, nogi słabnąć. Poczuła, że plecami ze- ślizguje się po chropowatej ścianie, kolana jej miękną i za moment runie na ziemię. Nagle ujrzała, jak jej rycerz zerwał się z ławy i w paru susach był przy niej. Uchwycił ją w ramiona, nachylił się nad jej twarzą i wtedy w jego oczach zobaczyła całe morze zdumienia, zaskoczenia i radości. Zemdlała. Ps:Mam nadzieje ze spodobał się wam Czterdziesty pierwszy numer gazetki... Skromny + motywuje mnie do dalszej pracy... Artykuły na gazetkę Argentus zostały zaczerpnięte z internetu...
  11. Nr40 04.06.2015 cena 2000 SM/100Euro Argentus Wiadomości i Plotki... Cześć i czołem,dziś postanowiłem zrobić 40 wydanie gazetki Argentus.Troche się pozmieniało,fakt faktem nie jestem już Redaktorem gazetki,ale to nie znaczy ze nie napisze dla was raz na jakiś czas coś ciekawego.Grając w Metina zrozumiałem kilka rzeczy. Pierwsza zasada gracza(Nie ufaj tu nikomu,nawet najlepszy przyjaciel może okazać się wrogiem) Druga zasada(Nigdy ale to nigdy nie pożyczaj EQ nie wiem jak by ciebie prosili) Trzecia zasada (Umiesz liczyć licz na siebie) Czwarta zasada(W grze tez istnieje taka postać jak Konfident,Wiec nim zaczniesz kogoś obrażać lub grac nielegalnie zastanów się dwa razy on ciebie zawsze widzi) Piąta zasada(Na litość Boską nie zebrać.Wiem wiem okradli ciebie po raz setny. Nie pamiętasz to ja kiedyś ci pomagałem.Nie daj się nabrać. Na dzień dzisiejszy przygotowałem gazetkę na wesoło. Zacznę od trzech zajefajnych filmików Fajnie by wyglądały takie zbroje Zbroje do 70 poziomu A potem takie na od 80 lv.... Bronie Cztery pory roku.... Metiny Nowe Metiny, które mogły by pojawić się na nowych mapach. Przetopy Przetopy z których samemu można by robić ulepszacze na dany lv.... Kokony Z Kokonów przedmioty dzięki którym czytamy Zielarstwo. Zielarstwo w przyszłości da małżeństwom moc posiadania peta Pety będą dawały dodatkowe moce. Do M czytamy - Liść Rozkoszy Do G czytamy - Zieloną Mieszankę Do P czytamy - Mieszankę Życia Zielona Mieszanka = Liść Rozkoszy + Łodyga Smaku Mieszanka Życia = Zielona Mieszanka + Korzeń Istnienia Bonusowe Skrzynie Skrzynie znajdowały by się na mapach od poziomu 100+ Otwieramy skrzynie dzięki kluczom które możemy zdobyć od Bossów Największa skrzynia jest przeznaczona do wypraw. I by by się znajdowała się na losowej mapie. Otwarcie skrzyni losowało by losowy kostium do PVP lub coś innego... Nowe bossy... Z innej beczki.Czyli Na wesoło... Ile trójkątów znajduje się na obrazku? Przyszedł facet do burdelu - Dzień dobry chciałbym zamówić sobie panienkę. - Proszę tu jest cennik - mówi burdelmama. - Ale ja nie mam tyle pieniędzy... - Niech pan pokaże ile ma. - ... - Uuuu za tą forsę to żadnej panienki pan nie dostanie jedynie może być pan Marian - No jak ma być to niech będzie - odparł facet. Zeszli do kotłowni do palacza Mariana - Panie Marianie klient do pana! Pan Marian odstawił wiadro z węglem szufle zdjął spodnie i wypiął się w stronę klienta. Klient spojrzał z niesmakiem na brudnego tłustego i zarośniętego Mariana próbuje się do niego dobrać ale nie bardzo wie jak. Mówi więc: - Ty może byś mi pomógł? Na co Marian odwrócił głowę wypluł papierosa zatrzepotał rzęsami i powiedział ochrypłym basem: - KOCHAM CIĘ... Dziewczyna daje anons matrymonialny: "Poznam pana który nie będzie mnie bił nie odejdzie ode mnie i który będzie dobry w łóżku". Po kilku dniach słyszy straszne walenie do drzwi. Zaglądając przez "Judasza" nikogo nie widzi. Otwiera wiec drzwi a tam leży na wycieraczce pan, który nie ma nóg ani rak. Mówi: - To ja jestem tym mężczyzna który w stu procentach odpowiada Pani wymaganiom. Nie będę Pani bił ponieważ nie mam rąk. Od Pani nie odejdę ponieważ nie mam nóg. - No ale jak tam jeśli chodzi o seks? - A pani myśli że czym to ja waliłem do drzwi? Klawiatura czekolady.... Ojciec pyta się córki: - Kiedy wreszcie znajdziesz sobie męża? - Nie potrzebny mi mąż. Mam wibrator. Pewnego dnia córka wróciwszy z pracy, widzi na stole skaczący wibrator i z oburzeniem pyta się ojca: - Tato co Ty u licha robisz? - Piję z zięciem!! Pewna kobieta przechodziła obok domu publicznego gdzie odbywała się wyprzedaż sprzętów. Kupiła papugę w klatce przyniosła ją do domu. Klatka była przykryta płachtą, którą kobieta podniosła. - O nowy burdel nowa burdel-mama - odzywa się papuga. Kobieta szybko zakryła z powrotem klatkę płachtą. Po jakimś czasie ze szkoły przychodzą córki i dopominają się aby im pokazać papugę. Matka postanawia zaryzykować i odkrywa klatkę: - O nowy burdel nowa burdel-mama i nowe panienki... Klatka zostaje z powrotem zakryta. Przychodzi z pracy mąż i też chce widzieć papugę. Kobieta postanawia dać jej ostatnią szansę i odkrywa klatkę: - O nowy burdel nowa burdel-mama nowe panienki tylko Zygmuś ten sam stary wierny klient... Każde drzwi, powinny tak wyglądać Zaczaił się wilk na czerwonego kapturka. Gdy dziewczynka nadeszła wilk rzucił się na nią.... i ją zgwałcił. Spodobało mu się, to ją zgwałcił jeszcze raz, i jeszcze raz. Po kilku następnych razach pada wycieńczony obok Kapturka. Czerwony Kapturek unosi się na łokciach i spokojnie pyta: - Wilku, masz ty chociaż zaświadczenie, że nie jesteś chory na aids? - Pewnie, że mam! - No to możesz je podrzeć... Pewnego dnia zajączek złowił złotą rybkę. Rybka, jak to złote rybki mają w zwyczaju rzekła: - Zajączku wypuść mnie to spełnię trzy twoje życzenia! - Dobrze - odpowiada zajączek - wypuszczę cię ale, jak spełnisz trzy pierwsze życzenia misia, które wypowie po przebudzeniu ze snu zimowego. - No co ty, zajączku! Chcesz oddać swoje życzenia misiowi?!!! Rybka nie kryła zdziwienia. - Tak, to moje ostatnie słowo - stanowczo rzekł zajączek. - Zgoda! Odrzekła złota rybka. Jakiś czas później miś budzi się ze snu zimowego, przeciąga się leniwie i mruczy zaspanym głosem: Sto ch..ów w [ciach] i kotwica w plecy, byle była ładna pogoda! Agnieszka wiesz co to..... Przychodzi Mietek do lekarza, rozpina rozporek, wyjmuje fiuta i kładzie go na biurku. Zdziwiony lekarz pyta: - I co z nim nie tak? Czy jest za mały? - Nie, nie jest za mały. - Czy jest za duży? - Nie, nie jest za duży. - A może pana boli? - Nie, nie boli mnie. - To co z nim jest? - Fajny co??? Klawiatura i myszka z drewna Chłopak odprowadza swoją dziewczynę do domu po imprezie. Kiedy dochodzą do klatki, facet czuje się na wygranej pozycji, podpiera się dłonią o ścianę i mówi do dziewczyny: - Kochanie, a gdybyś mi tak zrobiła laseczkę... - Tutaj? Jesteś nienormalny? - Noooo, tak szybciutko, nic się nie stanie... - Nie! A jak wyjdzie ktoś z rodziny wyrzucić śmieci, albo jakiś sąsiad i mnie rozpozna... - Ale to tylko "laska", nic więcej... kobieto... - Nie, a jak ktoś będzie wychodził... - No dawaj nie bądź taka... - Powiedziałam ci, że nie i koniec! - No weź, tu się schylisz i nikt cię nie zobaczy, głupia... - Nie! W tym momencie pojawia się siostra dziewczyny, w koszuli nocnej, rozczochrana i mówi: - Tata mówi, że już wyrzuciliśmy śmieci i masz mu zrobić tą laskę do cholery, a jak nie to ja mu zrobię, a jak nie, to tata mówi ze zejdzie i mu zrobi, tylko niech zdejmie rękę z tego [ciach] domofonu bo jest 3 w nocy do cholery! Banan - pomarańcza Faceta bolał łokieć. Poszedł do lekarza ale lekarz kazał mu tylko przynieść mocz do analizy. Gość się wnerwił i do butelki wlał mocz żony, córki, swój i dodał jeszcze oleju silnikowego. Zaniósł lekarzowi i po dwóch dniach przyszedł po diagnozę. A brzmiała ona następująco: - Córka jest w ciąży, żona ma kochanka, olej w pańskim samochodzie nadaje się tylko do wymiany a pan niech przestanie walić konia w wannie to nie będzie pana bolał łokieć... Siedzą w celi: nekrofil, sadysta, pedofil, zoofil i masochista. Nagle zoofil mówi: - Ale bym se wyr*chał kotka - Ale takiego małego - dodał pedofil - A potem wyrwalibyśmy mu nóżki- dodał sadysta - A jak by się wykrwawił na śmierć to ja go jeszcze raz - powiedział nekrofil - Miau - mruknął masochista Idą dwa penisy przez miasto. Stają na pasach, patrzą, a po przeciwnej stronie stoi wibrator. Na to jeden penis do drugiego: - Ty, patrz, cyborg! Zielono mi Przyjechała z Ameryki kobitka do Francji i postanowiła zabawić się na całego. Wsiada do taxi i pyta gościa, gdzie jest najbardziej rozrywkowy lokal. Facet mówi, że chętnie ją do takiego zabierze. Kobitka pyta, czy na pewno lokal jest najlepszy. Taksiarz odpowiada że wszystkie paryżanki tam jeżdżą. W lokalu nic ciekawego bar, scena parę koślawych stolików, ale w cholerę kobiet. Wszystkie siedzą sączą drinki i na coś czekają. Po paru godzinach kobitka znudzona jak diabli stwierdza że wychodzi; ale w tym momencie wychodzi na scenę prezenter i zapowiada numer który wykona Pepee. Wszystkie babki w klubie zrywają się na równe nogi i lecą pod scenę. Zaciekawiona kobitka też tam podchodzi; na scenę wychodzi facio chudy, z podkrążonymi oczami z krzesełkiem w ręku; rozlegają się oklaski i w ogóle jest głośno. Kobitka patrzy ponuro. Facio stawia krzesełko, wyciąga z kieszeni orzech włoski i kładzie go na krześle, następnie wyciąga ze spodni fiuta; przymierza się nim do orzecha i wali w niego cisem karate. Orzech rozpryskuje się na drobne kawałki kobita jest zafascynowana. Wraca do domu i opowiada o tym wszystkim znajomym. Po 30 latach postanawia jeszcze raz ujrzeć tego typu numer. Jedzie do Francji, do klubu i czeka. Wychodzi prezenter i zapowiada Pepee. Kobitka zdziwiona, jak to, przecież to chyba nie ten sam facio, byłby już strasznie stary. Czeka i widzi tego samego gościa to samo krzesło, tylko w drugim ręku orzech kokosowy. Kobitka w szoku. Pepee robi ten sam numer z kokosem i idzie za kulisy. Kobitka nie wytrzymuje, kupuje kwiaty, flachę i leci za kulisy. Spotyka się z Pepee i pyta: - Jak pan to zrobił, 30 lat temu byłam i pan rozbijał orzechy włoskie, a teraz kokos?!! Ile to lat pan trenował i jak pan to robi?!!! Pytań nie było końca. Na to Pepee odpowiada: - Kochana, to już nie te oczy... Mały chłopiec wchodzi do sypialni rodziców i widzi, że jego matka siedzi na jego ojcu i podskakuje. Matka zauważyła swego syna, gdy wyszedł zsiadła szybko z ojca, ubrała się i zaniepokojona tym, co mógł zobaczyć, poszła się dowiedzieć, co naprawdę widział. Syn spytał: - "Co robiłaś tatusiowi, mamusiu?" Mamusia odparła - "Wiesz, jaki twój tata ma wielki brzuch?" Chłopczyk odpowiedział: - "Tak, rzeczywiście ma". - "Widzisz, wiec czasami pomagam mu go spłaszczyć", wyjaśniła mamusia. Chłopczyk na to: - "Tylko marnujesz czas, to nigdy nie zadziała" Mamusia, skonfundowana, spytała - "Dlaczego tak uważasz, synku?" - "Bo za każdym razem, jak idziesz na zakupy, ta pani z drugiej strony ulicy przychodzi, klęka w sypialni przed tatusiem i pompuje go znowu!" Dwóch gejów w sklepie zauważa super nowe prezerwatywy: jedna w kształcie najnowszego modelu Mercedesa. Gej na to do drugiego geja: - Ale super będziemy to robić z najnowszym autem! Na to drugi gej, a może kupmy tą druga - to super samochód wyścigowy, wiesz... hm... będzie tak szybko i tak super. Na to sprzedawca: - Wy to sobie kupcie terenówkę i tak po gównie będziecie jeździć Przychodzi gość do agencji towarzyskiej i pyta:- Czy macie taką bardzo śmierdzącą?- Owszem mamy - odpowiada szefowa - na zapleczu w garażu, ale pan tego nie wytrzyma.- Wytrzymam - odpowiada gość.Gość idzie na zaplecze, smród, szczury, koty itp. W garażu leży stara babcia na rozwalonej wersalce, smród na potęgę.- Ja tu przyszedłem na numerek - mówi gość.- Ale Ty tego nie wytrzymasz - mówi babcia.- Wytrzymam - mówi gość - i zabierają się do rzeczy.Nagle gość mówi:- Usiądź mi na twarz.- Ale ty tego nie wytrzymasz - mówi babcia.- Wytrzymam - odpowiada-siadaj.Po chwili gość jęczy:- Puść!- A mówiłam, że Ty tego nie wytrzymasz - mówi babcia.- Bąka puść - odpowiada gość. Ps:Mam nadzieje ze spodobał się wam Czterdziesty numer gazetki... Skromny + motywuje mnie do dalszej pracy... Artykuły na gazetkę Argentus zostały zaczerpnięte z internetu...
  12. Cześć i czołem.Z dniem dzisiejszym czyli 17 maj 2015 pragnę złożyć rezygnacje ze stanowiska Redaktor gazetki.Mam cichą nadzieje ze moje gazetki podobały się mniejszemu lub większemu gronu graczy...Dziękuje ze mogłem być z wami przez tak długi okres czasu.Mam nadzieje ze jeszcze kiedyś coś napisze ...Cześć...
×
×
  • Create New...